Ten apel kieruję do Ciebie Turysto i Podróżniku! Zanim ruszysz w drogę, przeczytaj!

7/04/2016


Ten post siedział mi w głowie, od momentu, gdy zaczęłam planować swój wyjazd na Sri Lankę. Wyjazd ten był dla mnie takim wewnętrznym starciem tego, co chciałam zobaczyć, a tym co mogłam zobaczyć. Chciałabym, abyś dziś o tym przeczytał i uświadomił sobie pewne ważne rzeczy. Tak, dziś będzie o świadomym podróżowaniu. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego postu, częściej będziesz zastanawiał się nad tym, co robisz na wakacjach i z jakich atrakcji korzystasz.
Temat wykorzystywania zwierząt w turystce jest obecnie bardzo popularny, a to za sprawą afery jaka rozgrywa się wokół bardzo znanej Świątyni Tygrysów w Tajlandii. I bardzo dobrze, że o tym się mówi. I bardzo dobrze, że pojawia się coraz więcej artykułów i postów na ten temat! W końcu i ja znalazłam czas, aby w tej sprawie się wypowiedzieć. 
W trakcie planowania wyjazdu na Sri Lankę, pojawiło się wiele dylematów dotyczących miejsc i atrakcji, które chciałam tam zobaczyć. Długo zastanawiałam się czy jechać do tych wszystkich znanych miejsc, parków i rezerwatów, w których można oglądać słonie, lamparty, żółwie etc. Im więcej czytałam o tych atrakcjach, tym coraz mniejszą miałam ochotę, aby je zobaczyć. Biłam się z myślami, bo z jednej strony tak bardzo kocham zwierzęta i tak bardzo chciałam je zobaczyć w ich naturalnym środowisku, a z drugiej strony intuicja cały czas podpowiadała mi – odpuść! Nie warto!


Pojechałam na Sri Lankę bez ostatecznego planu. Decyzje podejmowałam na bieżąco. Tak też było w przypadku Parku Udawalawe. Po wysłuchaniu jednej tylko opinii, poznanych na Sri Lance Polek, stwierdziłam, że tam nie jadę! Dziewczyny ze łzami w oczach opowiedziały mi jak wyglądało zwiedzanie tego parku. Pełno jeepów, smród spalin i uciekająca przed pędzącym jeepem rodzinka słoni –tata, mama i 2 malutkie słoniątka. I wiecie co? Mama i tata osłaniały te słoniątka od samochodu. Przesłaniały je swoimi ciałami, chroniły je, aby nic im się nie stało. Czy muszę Ci pisać, co czuły te dwa maluchy? Albo co czuli Ci rodzice? Nie wiem czy zwierzęta odczuwają emocje czy nie. Nie mam takiej wiedzy. I chyba ta wiedza nie jest mi potrzebna. Widok uciekającej rodziny słoni – mówi chyba wszystko, prawda? No chyba, że Tobie to nic nie mówi i musisz na własnej skórze przekonać się, czy tak naprawdę tam jest. Twój wybór. Chcesz to jedź. Po wysłaniu tej relacji, ja nie miałam już żadnych wątpliwości. Czy żałuję tej decyzji? Nie żałuję. A co zdjęciem słonia w jego naturalnym środowisku? Po paru miesiącach od mojej podróży, muszę przyznać, że nawet nie zauważyłam, że takiego zdjęcia nie ma w moim albumie, w którym jest około 2000 tys. innych pięknych zdjęć ze Sri Lanki. Rozumiesz? Masz wybór.
 Kolejny znany park na Sri Lance to Park Yala. Tutaj również odbywa się safari jeepami, w poszukiwaniu lampartów. Gdy tylko jakiś kierowca jeepa, zobaczy gdzieś wylegującego się w słońcu lamparta, daje znać pozostałym i wszyscy pędzą tam, strasząc te wszystkie biedne zwierzęta. I po co? Dla zdjęcia? A do innych zwierząt podobno podjeżdżają tak blisko, żeby turysta zrobił sobie jak najpiękniejsze zdjęcie, bo wtedy zostawi im większy napiwek. Świetnie! Tam też nie pojechałam i też nie żałuję.

Jest jeszcze na Sri Lance słynny sierociniec słoni w Pinnawala, w którym niby przetrzymywane są chore, porzucone i niepełnosprawne słonie. Taaa, na pewno! Z relacji osób, które tam były dowiedziałam się, że tak naprawdę żyją tam tylko dwa słonie, które są okaleczone, a reszta? Reszta słoni, a jest ich około 80 jest zdrowa i pełna sił. Ciężko tam pracują i zarabiają na turystach na swoje utrzymanie i utrzymanie ośrodka. Pomyśl, czy chore i niedołężne słonie byłyby skute ciężkimi łańcuchami i drutami? Czy szczęśliwego słonia należałoby poganiać do kąpieli, wbijając mu metalowy hak w skórę? A może już tam byłeś i widziałeś na własne oczy jak słonie są tam traktowane? Może widziałeś te krwawiące rany na skórach słoni? W internecie bardzo dużo jest relacji z wizyt w tym ośrodku i prawie wszystkie osoby, które opisują to, co tam się dzieje, mają ogromne wyrzuty sumienia, że tam były. Czy tak trudno ludziom uwierzyć w to, że te zwierzęta tam cierpią? Każda przejażdżka na słoniu jest obciążaniem dla jego kręgosłupa, żeber i dla jego nóg. Codziennie, przez cały dzień, średnio około 100kg ciężar na grzbiecie, a do tego wbijające się w skórę siedlisko - czy to szkodliwe? Czy to boli? Ja nie mam wątpliwości, a Ty? Tak sobie myślę, że czasami nie trzeba nawet szukać informacji o tych wszystkich miejscach. Wystarczy trochę pomyśleć. Myślenie naprawdę nie boli. Zastanów się więc, czy sierocińcem może być miejsce, w którym można nakarmić słonia prawie o każdej porze, wtedy kiedy turysta ma na to ochotę,  a nie słoń? Czy sierocińcem może być miejsce, w którym słonie zmusza się do kąpieli 2 razy dziennie o wybranej, stałej porze dnia? Czy sierocińcem może być miejsce, w którym można skorzystać z przejażdżki na grzbiecie słonia? Czy też sierocińcem może być miejsce, w którym bije i okalecza się słonie? A propos słoni. Pewnie słyszałeś nieraz o słoniach malujących piękne obrazy prawda? Podobno naukowcy nawet to zbadali! I co ciekawe, są zgodni co do tego, że słonie mają wrodzony talent do malowania! Jasne! Idioci! Bez komentarza. Jeśli masz ochotę, zobacz sobie film, o wykorzystywaniu słoni w Tajlandii, tu podaję link do Youtube - https://www.youtube.com/watch?v=vy0H37xD3E8
2 lata temu byłam w Tajlandii. Przygotowując się na wyprawę dużo czytałam o tym, co warto tam zobaczyć i gdzie warto pojechać. Również w Tajlandii świadomie zrezygnowałam z kilku takich atrakcji. Tak jak każdy turysta, też chciałam zrobić sobie „selfie” z tygrysem w Ośrodku Tiger Kingdom w Chiang Mai. Jednak sama zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe, że można tak sobie wejść do klatki tygrysa i zrobić sobie zdjęcie z tak dzikim kotem. Mało tego, można ciągnąć go za grzywę i ogon?! Nie dawało mi to spokoju. Jak zaczęłam czytać o tym, co tam się wyprawia, to aż trudno było mi w to uwierzyć. Te zwierzęta są faszerowane narkotykami, dlatego są takie ospałe i otumanione. Nie wiedzą nawet co się z nimi dzieje. A turyści mają radochę, bo mają „selfie” z tygrysem. Gdy wróciłam z Tajlandii i wrzuciłam zdjęcia na Facebooka, jeden z kolegów zapytał – A gdzie masz zdjęcie z tygrysem? Przecież każdy kto był w Tajlandii ma takie zdjęcie! Odpowiedziałam, że nie mam zdjęcia i dodałam -  wyrzutów sumienia też nie mam.
W mediach ostatnio głośno jest o Świątyni Tygrysów również w Tajlandii w miejscowości Kanchanaburi. W tym miejscu też nie byłam i nigdy już nie będę, bo świątynia właśnie jest zamykana. Domyślasz się z jakich powodów? Tutaj również turyści mogli robić sobie zdjęcia z tygrysami, mogli karmić butelką maluchy, mogli spacerować z nimi na smyczy… Nie chce wiedzieć czy tam byłeś czy nie i czy masz zdjęcie z tygrysem czy nie. Wierzę, że za jakiś czas, wszyscy będziemy się wstydzić takich zdjęć. Świątynia ta, była wielkim klasztorem, w którym „ miłością i szacunkiem mnisi otaczali żyjące z nimi tygrysy”. Gdy zaczęłam czytać relacje turystów, którzy tam byli i na własne oczy widzieli to, co tam się wyprawia ze zwierzętami, wiedziałam, że jest to miejsce, którego również nie mam ochoty oglądać. W świątyni razem z mnichami żyło około 140 tygrysów. Świątynia ta była jedną z największych atrakcji Tajlandii. Rocznie zarabiała na turystach prawie 3 miliony dolarów! Świątynie codziennie odwiedzały setki turystów. Jednak od ponad 15 lat, mieszkający w niej mnisi byli podejrzewani o nieludzkie traktowanie zwierząt, a także zarzucano im nielegalny handel tymi zwierzętami. Świątynią interesowali się obrońcy praw zwierząt, ale także sam rząd Tajlandii. Dziwne było to, że tak dzikie zwierzęta dały się, aż tak udomowić. Na początku czerwca tajskie władze zorganizowały nalot na świątynie, w wyniku czego przejęto 140 tygrysów. Jednak najbardziej bulwersujący jest fakt, że niecały miesiąc temu w zamrażalkach na teranie klasztoru znaleziono ciała 40 tygrysiątek. Świątynia ta, jak się okazało, jest częścią wielkiej układanki handlu produktami z tygrysów i samymi tygrysami. Ta historia jeszcze nie ma końca, wciąż ujawniane są nowe fakty. Przeczytałam gdzieś, że wolontariusze pracujący w tej świątyni, byli uczeni regułki, którą powtarzali turystom, gdy Ci pytali o zachowanie śpiących w ciągu dnia zwierząt. Odpowiadali, że tygrysy to nocne zwierzęta i w ciągu dnia odsypiają noc, że są najedzone i jest gorąco więc odpoczywają!
Wszyscy teraz otwieramy oczy na to, co dzieję się ze zwierzętami w takich turystycznych miejscach. Każdy z nas ma na swoim koncie pewnie niejedną wizytę w takim miejscu. Niektórych takich wizyt i cierpień zwierząt jesteśmy świadomi, a niektórych niestety nie. Pewnie każdy z nas poczuł chociaż raz wyrzuty sumienia, po wizycie w takim miejscu. Ja też nie jestem bez winy. To, że będąc na Sri Lance posłuchałam swojej intuicji i zrezygnowałam z tych wszystkich atrakcji, nie usprawiedliwia mnie i moich wcześniejszych zachowań. Też mam na swoim koncie kilka takich nieodpowiedzialnych turystycznych wpadek. Też mam wyrzuty sumienia, że kiedyś przyczyniłam się do cierpienia zwierząt. Parę lat temu, kiedy byłam mniej świadoma tego wszystkiego, będąc na Kubie jeździłam po dolinie Vinales na wychudzonym i osłabionym koniu. Dlaczego nie zrezygnowałam z tej przejażdżki widząc tego biednego konia? Bo nie zobaczyłabym pięknej doliny? Bo zaburzyłoby to mój cały plan wyprawy? Musiałabym wtedy zostać kolejny dzień i organizować na nową taką wycieczkę? Z drugiej strony, pomyślałam sobie - biedny Kubańczyk, nie ma pieniędzy, chce sobie dorobić, na Kubie bieda, więc zwierzęta wyglądają tak marnie, Kubańczyk zarobi na mnie to i pewnie zadba o konia, który pomaga mu w tym dorabianiu. Nigdy wcześniej i później nie miałam takich wyrzutów sumienia jak wtedy. Płakałam jak wróciłam do hotelu. Temat odpowiedzialnej turystyki nie dotyczy tylko zwierząt, dotyczy też ludzi i małych lokalnych społeczności. Dziwnie się też czułam jak zwiedzałam wioskę plemienia długich szyi w Tajlandii. To bardzo komercyjne miejsce. Ktoś kiedyś napisał, że to takie „ludzkie zoo”… Pojawia się pytanie – Czy w tak sztucznie stworzonych dla turystów miejscach, pracujący tam ludzie zarabiają lepiej, niż na przykład uprawiając ziemię? Czy to godna praca? Czy Ci ludzie są wykorzystywani przez przemysł turystyczny? Czy zmusza się ich do tej pracy? Czy to ich decyzja? Ja tego nie wiem i nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.




Dobrze, że o wykorzystywaniu zwierząt w przemyśle turystycznym mówi się teraz coraz częściej i coraz głośniej. Jednak jest coś, co mnie wyjątkowo wkurza. Nieodpowiedzialność znanych podróżników, blogerów piszący o podróżach, których blogi są czytane, cytowane i polecane przez wydawnictwa podróżnicze. Tak, tak! Wszyscy na prawo i lewo trąbią o odpowiedzialnym podróżowaniu, piszą posty, książki i artykuły, a ich postawa jest jednak tak daleka od idei, które głoszą. 
przykład? Bardzo proszę. Na jednym znanym podróżniczym blogu przeczytałam ”hmm...chciałem na własnej skórze sprawdzić, czy faktycznie te zwierzęta tam są w niewoli i cierpią, bo jakoś trudno było mi w to uwierzyć” Czy fakt, że zwierzęta przebywają w jakimiś zamknięciu, w klatce, basenie, świątyni, akwarium, nie jest wystraczający? Jeśli nie jest to ich naturalne środowisko i nie są tam wolne? Czy znasz jakieś zwierzę, które żyje w klatce, ale jest na wolności? Czy znasz jakieś zwierzę, którego domem jest klatka? No błagam. Jesteś podróżnikiem, zwiedzasz świat, podziwiasz zwierzęta i chyba jakieś minimum wiedzy o faunie i florze masz. Czy uważasz, że delfiny w delfinarium są wolne? Tak sobie myślę, że jakby zwierzęta miały głos, to ten bloger zrobiłby jeszcze wywiad z tym na przykład naćpanym tygrysem – i spytałby go – czy Ty naprawdę drogi Tygrysie cierpisz siedząc w tej klatce? Czy może faktycznie jesteś tak bardzo najedzony i chce Ci się spać? I po takiej wizycie, bloger odkrywa Amerykę – jeny, faktycznie one tam cierpią! Biedne zwierzęta!
Zastanawiam się, czy chęć zobaczenia nowego, kolejnego miejsca jest aż tak silna? Uwierz mi, że jak odpuści się wizytę w takim miejscu, to naprawdę nic się nie traci. No może tylko zdjęcie, tylko zdjęcie. A zyskuje się bardzo dużo. Ja nawet przez chwilę, nie poczułam, że coś tracę. Widok nieszczęśliwych zwierząt, nie sprawi, że lepiej się poczuję. I taki bloger, wyobraźcie sobie, pisze kolejny post o odpowiedzialnym podróżowaniu. 

Tak, wiem, każdy jest inny. Każdy ma inną wrażliwość – jedyni są bardziej wrażliwi na ludzką i zwierzęcą krzywdę, a drudzy mniej. Jedyni mają sumienie… Chciałabym, aby wszyscy podróżnicy, wszyscy blogerzy piszący o podróżach, byli bardziej świadomi tego, co robią i jak podróżują. Może ja źle myślę, ale osobiście czuję taką małą społeczną odpowiedzialność za to, co robię i co upubliczniam na swoim blogu. Piszę bloga, którego ktoś czyta i mogę chociaż w małym stopniu kształtować postawy innych. Bardzo żałuję, że mój blog nie jest, aż tak bardzo popularny, bo pewnie mój post trafi tylko do małej grupy czytelników. Ale cieszę się, że chociaż Ty go czytasz! Być może tylko Ty zmienisz swoje podejście do takich atrakcji. Być może tylko Ty zastanowisz się nad tym, czy warto przyczyniać się do cierpienia zwierząt, aby zrobić sobie piękne zdjęcie. Wiem, że świata nie zmienię. Wiem też, że nie muszę gdzieś jechać, aby na własnej skórze przekonać się, czy gdzieś zwierzęta cierpią czy nie. Ufam swoim uczuciom i swojej intuicji. Wiem, że moje podejście do zwierząt zmieniło się przez nurkowanie! I wiesz co, dziękuje Bogu, że chociaż te zwierzęta pod wodą mają lepiej niż te, na lądzie. Zobaczyć na wolności ryby, delfiny, manty, żółwie, rekiny - to jest dopiero przeżycie! Jeśli masz przed oczami teraz jakiekolwiek z tych zwierząt, to wyobraź sobie, że właśnie tak ono wygląda i tak zachowuję się na wolności. Jest szczęśliwe! Obserwując pod wodą rybki i inne żyjątka, wiem, że one są tam wolne, a ja pod wodą, chyba czuję to samo co one. 








Wiem też, że miłości do zwierząt nie da się na kimś wymusić, bo albo się ją czuje, albo nie. Dobre serce też się ma, albo nie ma. Dlatego nie chcę nikogo oceniać. Napisałam co mnie wkurza. Apeluje o rozsądek. Każdy ma swoje sumienie i swoje serce. A jeśli chcesz zobaczyć słonia, to jedź do Afryki czy na Sri Lankę. Wybierz się na Sawannę czy do tropikalnego lasu. Tylko nie wiem, czy to będzie szczęście jak zobaczysz słonia w jego naturalnym środowisku? Czy jednak nieszczęście? Bo pewnie stojąc twarzą w twarz z dzikim słoniem, do głowy nie przyjdzie Ci robienie sobie z nim zdjęcia, i o ile strach Cię nie sparaliżuje, będziesz uciekał przed nim gdzie pieprz rośnie, bo nie wiem czy wiesz, ale słonie potrafią być bardzo agresywne i niebezpieczne. Pozwól żyć zwierzętom, tak jak one chcą! Nie dokładaj się do bestialskich biznesów, w którym wykorzystuje się zwierzęta! Nie bądź pośrednikiem w katowaniu i maltretowaniu zwierząt!
 Bądź odpowiedzialnym turystą czy podróżnikiem. Proszę. A zanim kupisz bilet do delfinarium czy cyrku, zanim usiądziesz na grzbiecie osiołka, słonia czy wielbłąda - zastanów się proszę, czy ta wizyta i to pamiątkowe zdjęcie ze zwierzęciem jest warte jego cierpienia? Człowiek od zawsze żył wśród zwierząt i od zawsze wykorzystywał je do ułatwiania sobie życia, ale wszystko to można robić z godnością i poszanowaniem drugiej istoty, nawet w turystyce.
W czym zwierzęta są od nas gorsze, że tak je traktujemy i godzimy się na ich cierpienie?

Czy to, że nigdy nam nie powiedzą, że jest im źle, daje nam prawo do takiego przedmiotowego ich traktowania? Zastanów się ...
Tak! Chcę żeby mój post był apelem! Apelem do wszystkich turystów! Myślę, że w 90% przypadkach tam gdzie są turyści, zwierzęta są w niewoli. 

APELUJĘ DO WSZYSTKICH O ŚWIADOME PODRÓŻOWANIE! 



Jeśli ten temat nie jest Ci obojętny, udostępnij ten post, gdzieś gdzie możesz... sama nie za wiele mogę, a im więcej osób przemyśli ten temat...tym szansa na zmianę tego, co się dzieje. Z góry bardzo dziękuję!

Jeśli podobał Ci się ten post możesz zostawić komentarz na dole strony. Możesz również śledzić mnie na FB - wystarczy, że klikniesz "lubię to", które jest poniżej lub na Instagramie i G+ ikonki znajdują się u góry, po prawej stronie. Dzięki.






Podobne

16 komentarze

  1. Dziękuję z całęgo serca za ten wpis! Nie ma absolutnie ŻADNEGO usprawiedliwienia dla bestialskiego traktowania zwierząt! Piszmy o tym i piętnujmy takie zachowania, zmasowany sprzeciw spowoduje, że tego typu praktyk będzie coraz mniej. Poza tym o ile przyjemniej jest obserwowac zwierzęta w ich naturalnym środowisku, gdy mogą cieszyć się wolnością. Takie chwile są bezcenne! Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za reakcję! Fajnie jest wiedzieć, że ktoś zgadza się ze mną i ma podobne zdanie na ten temat! Nagłaśniajmy ten temat! Uczmy nasze dzieci szacunku do zwierząt! Bądźmy dobrzy dla siebie, zwierząt i całego otaczającego nas świata! Również bardzo serdecznie pozdrawiam i dziękuje za dzisiaj! :)

      Usuń
  2. Bardzo fajnie że coraz więcej osób piszę o takich "atrakcjach" z udziałem zwierząt. Ważne jest to aby budować świadomość i każdy mógł sam podejmować decyzje na podstawie wiedzy, a nie tylko iść ślepo kupować bilet do kolejnej atrakcji. Sam dawno temu byłem mocno naiwny i nieświadomy i dałem się wmanewrować w jazdę na słoniu - o czym pisałem u siebie na blogu aby podobnie jak Ty przestrzec innych.

    Niestety świat nie jest czarno-biały, jest wiele szarości i nie wszystko zawsze jest jednoznaczne. Byłem jakiś czas temu w Yali i wyglądało to zupełnie inaczej niż opisujesz, lecz pewnie zależy to przede wszystkim od konkretnego przewodnika i kierowcy, którzy z olbrzymim poszanowaniem dla zwierząt powinno pokazywać ich piękno. W końcu to my jesteśmy "obcymi" w parku narodowym, a zwierzęta są tam u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Łukasz! miło, że wpadłeś i zostawiłeś komentarz :) Każdy ma coś na sumieniu, mniejsze lub wieksze cierpienie zwierząt. Ważne, że zaczynamy o tym dyskutować, że mamy poczucie winny i wiemy, że teraz bardziej świadomie będziemy wybierać atrakcje. Zarażajmy tym naszych bliskich, rodziny, znajomych i czytelników :)

      Usuń
  3. Czuć w tym tekście całe Twoje serce!
    Temat świadomego podróżowania jest mi bardzo bliski już od dłuższego czasu, zresztą sama popełniłam jakiś czas temu podobne przemyślenia. Mega się cieszę, że takie instytucje jak National Geographic i inne podróżnicze wydawnictwa/strony podjęły temat i nagłaśniają wiele kwestii, od słoni począwszy, przez tygrysy po delfiny i inne tego typu "rozrywki", jednak odczuwam lekką gorycz, że cała akcja zaczęła się właściwie dopiero po tragedii, jaką było odkrycie zamrożonych tygrysiątek. Tak, jakby wcześniej wszyscy odwracali wzrok, tak, jakby wcześniej nic złego się nie działo. Ale lepiej późno niż wcale, niech idzie w świat wyraźny komunikat - że jeździć na słoniu, pływać z delfinami, wozić się na wielbłądach to wstyd i blamaż!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) To prawda, chyba lepiej późno niż wcale. Im więcej takich akcji tym, szansa na mniejszą ilość takich atrakcji. Mam nadzieję, że za jakiś czas, wstydem będzie posiadanie zdjęcia na słoniu w wakacyjnym albumie! pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Witam, świetny tekst.
    A świetny bo trafny i mało kto zwraca uwagę na te sprawy.

    Trafiłem na niego przez przypadek ale zgadzam się z Twoimi przemyśleniami.
    Prowadzę akurat blog o Paryżu (na którego przy okazji zapraszam jeśli będziesz się wybierała do Francji - www.przewodnikparyz.blogspot.com ) i choć we Francji raczej nie spotykamy się z takim uprzedmiotowieniem zwierząt to uważam, że zwróciłaś uwagę na bardzo ważny temat i będę polecał Twój artykuł - ku przestrodze!

    Pozdrawiam - Przewodnik po Paryżu

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie powiedziane! Aż mnie ciarki przeszły, gdy czytałam o świątyni tygrysów...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie to smutne, że wszystko co jest dobre i zachwycające na świecie człowiek próbuje z taką determinacją zniszczyć... a zdjęcia są przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem kto ci takich rzeczy naopowiadal ale byłam w parku Udawalawe i zasady były takie ze po pierwsze jeep y mogą odjeżdżać tylko w pewnych odstępach czasu żeby nie płoszyć zwierząt, trzeba zachowywać się cicho a jeep z reguły nie zatrzymywał się bezpośrednio przy zwierzętach a jak już to wyłączał silnik żeby ich nie płoszyć. Osobiście nie widziałam uciekających i przestraszonych zwierząt a park polecam - zobaczyć całą rodzinę słoni podczas kąpieli- bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że widok słoni podczas kąpieli jest pewnie niesamowitym przeżyciem.... ja nie widziałam i chyba dobrze mi z tym :) pozdrawiam

      Usuń
  8. Hej! Mam takie pytanie, czy gdziekolwiek w Tajlandii sa miejsca typu prawdzie sierocińce dla słoni gdzie nie znęcają sie nad nimi? Czy jest takie miejsce i warto je odwiedzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej, powiem Ci szczerze, że już sama nie wiem. Niby są te sierocińce, ale są one też atrakcją turystyczną - odbywają się w nich pokazy słoni , płaci sie wstęp etc. Musiałabyś poszukać w internecie, sprawdzić czy płaci się wstęp, czy pracują tam wolontariusze - to mogą byc wyznaczniki tego czy dane miejsce jest stworzone dla turstów czy dla zwierząt. Jestem pewna, że są takie miejsca, ale pewnie cieżko je znaleźć. daj znać jak uda Ci sie coś znalezć. pozdrawiam

      Usuń

NEWSLETTER

Jeśli nie chcesz przeoczyć żadnego nowego wpisu - zostaw swój adres!

polecany post

mapa

mapa