, ,

Mój pierwszy raz na Pierwszym Festiwalu Podróżników National Geographic.

6/05/2016




Po przeczytaniu jakiegoś postu na Facebooku o „Festiwalu Podróżników National Geographic” pomyślałam sobie – o super, w końcu pójdę na jakiś fajny festiwal podróżniczy i zobaczę jakieś ciekawe prezentacje.
Dawno, dawno temu, jak jeszcze nie podróżowałam, byłam na Kolosach w Gdyni, nie wiele pamiętam z tego wydarzenia, bo wszystkie podróże, o których opowiadali prelegenci brzmiały jak dobre filmy science fiction – totalnie odległa galaktyka dla mojego rozumu. Mając już kilka samotnych podróży na swoim koncie chyba jestem bardziej świadoma tego, co to są podróże i co to znaczy taka prawdziwa samotna podróż. Moje podróże to nic, w porównaniu z tym co robią inni. Dlatego udział w tym wydarzeniu traktuje jako taki swój „pierwszy raz”, bo też pierwszy raz, brałam udział jako blogerka pisząca o podróżach i mogłam przedstawić się komuś jako "szpilki w podróży", ale żeby była jasność, brałam udział jako widz, a nie jako prelegent, bo trochę to może zabrzmiało, tak jakby miałam tam prezentację. Nie, nie, nie, i pewnie jeszcze długo nie, ale może kiedyś, kto wie, a może nigdy. Dla mnie to i tak było przeżycie, bo wciąż przez gardło nie przechodzą mi słowa „piszę bloga” „jestem blogerką” „pisze o swoich podróżach” – przecież żadna ze mnie blogerka i żadna podróżniczka. A jednak podróże kocham, podróżuje i mnóstwo swojego wolnego czasu poświęcam na to, aby to wszystko opisać. Ja to chyba za mało w siebie wierzę, albo mam za duże wymagania wobec siebie. Wracając do festiwalu. Gdy zaczęłam czytać szczegóły okazało się, że podczas festiwalu będzie projekcja kilku ciekawych filmów, więc wiedziałam, że muszę tam być. Nie wiem czy wiecie czy nie, ale od kilku lat nie mam telewizora i nie oglądam telewizji, a jedyne czego mi brakuje to właśnie możliwości oglądania dobrych filmów podróżniczych. Oznaczyłam wydarzenie jako „Wezmę udział”, aby FB przypomniał mi gdybym o nim zapomniała. Parę dni przed imprezą zorientowałam się, że jest to dopiero pierwszy festiwal! Jak to pierwszy? – pomyślałam. Byłam pewna, że taki festiwal NG odbywa się już od wielu lat. Dopiero pierwsza edycja? Największe wydawnictwo podróżnicze w Polsce dopiero w tym roku zorganizowało swój podróżniczy festiwal? Domyślam, się że redakcja jest za mała na takie nowe, dodatkowe projekty i łatwiej NG było być patronem czy sponsorem innych festiwali, niż organizować swój projekt. Lepiej późno niż wcale, więc ogromne brawa dla redaktor naczelnej NG Martyny Wojciechowskiej za zorganizowanie tego festiwalu. No i wizerunkowo fajnie dla NG mieć swój własny festiwal. Ile pięknych filmów produkcji NG mogłoby być wyświetlanych podczas takiego festiwalu. Wierze, że za parę lat będzie to jeden z lepszych festiwali podróżniczych w Polsce. Mając takie możliwości „sponsorskie” za rok, dwa, trzy na takim festiwalu będziemy oglądać nie tylko rodzimych podróżników, ale też podróżników z innych stron świata. Trzymam mocno kciuki!



Tak naprawdę chciałam tylko napisać post na FB, że było fajnie i ciekawe, ale im bardziej zastanawiałam się jak to napisać, tym do głowy przychodziły mi nowe pomysły, aby coś jeszcze napisać i tak powstał ten post. Zanim napisze o samym festiwalu, muszę poruszyć jeszcze jedną kwestię – zakup biletów. Bilet na każdą prezentację kosztował 10 PLN, a na projekcje filmów wstęp był wolny. Fajnie, że można było zamówić bilety na wybrane prezentacje przez Internet, jednak proces zakupu biletów w serwisie rezerwacyjnym Kinoteki, o mało nie doprowadził do tego, że nie poszłabym na festiwal – jakaś masakra. Kupiłam 4 bilety i do każdej transakcji musiałam logować się do swojego systemu bankowego, aby dokonać transakcji. Być może była opcja kupna 4 biletów na raz na wybrane seanse, ale ja takiej opcji nie widziałam, więc w przyszłości, dobrze byłoby, gdyby sprzedawane były karnety/bilety na cały dzień, a nie na pojedyncze pokazy. Bilet miałam sprawdzony tylko raz, na jedną prezentację. To był pierwszy festiwal, więc pewnie nie wszystkie bilety się sprzedały i na prezentacje, tak naprawdę mógł wchodzisz każdy, nawet bez biletu. W sumie taka promocja wydaje się być bardzo uzasadniona. Jako początkująca blogerka i podróżniczka z wydrukowanymi biletami ruszyłam do Kinoteki w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Z przyczyn osobistych nie dotarłam na pierwszą prezentację, na której bardzo chciałam być - The Family Without Borders, wspaniała rodzina, która podróżuje z dzieciakami. Pisze, że wspaniała, bo jak tylko weszłam do biura festiwalu i chciałam sobie zrobić zdjecie na ściance festiwalowej NG, to odrazu przybiegły do mnie dziewczynki Hania i Milia i wręczyły mi balony. A potem Hania zaproponowała, że zaśpiewa mi piosenkę. I taki maluch stanął obok mnie i zaśpiewał mi do ucha śliczną piosnkę. Prezentacja była o tym, co dzieci zyskują na takich podróżach i wiecie co, nie byłam przecież na tej prezentacji, ale widząc te dzieciaki już to wiedziałam. Była to najlepsza i najprawdziwsza prezentacja. Jak Hania śpiewała mi tą piosenkę, uświadomiłam sobie, jak takie podróże rozwijają dzieci, jakie stają się one otwarte, komunikatywne i odważne! 

(zamieszczam takie zdjęcie, na którym dziewczynki są tyłem, bo nie zapytałąm nawet rodziców czy będę mogła zamieścić zdjęcia, na których dziewczynki ze mną pozowały, szalone, cudne dzieci)
Pan, który robił zdjęcia na ściance i od razu je drukował, przyglądał mi się jakiś czas, po czym powiedział, ale Pani jest podobna do Martyny Wojciechowskiej. Takiego komplementu jeszcze nie słyszałam. Miło. Minęło parę minut i do biura weszła Martyna. W Warszawie bardzo często i wszędzie można spotkać znane osoby, jednak do tej pory nie miałam okazji zobaczyć Martyny tak z bliska. Powiem Wam, że ja to jednak jestem nieśmiała i jak spotykam kogoś znanego, kogo lubię, to albo odejmuje mi mowę, albo gadam takie głupoty, że potem mi wstyd. Z Martyną było podobnie. Spytałam jak festiwal i czy mogę sobie z Panią zrobić zdjęcie - ale wstyd, tak od razu prosić o zdjęcie. Martyna jest fajną babką i bardzo ją lubię. Taka jaka jest w mediach, taka jest na żywo. Karierę Martyny śledzę już od bardzo dawna. Pierwszy raz widziałam Martynę podczas rajdu samochodowego chyba w Kotlinie Kłodzkiej. Pracowała wtedy jako dziennikarka, chyba już dla TVNu, Pamiętam, jak biegała po błocie, w białych trampkach z mikrofonem i relacjonowała wydarzenia z rajdu. To było chyba 10 - 15 lat temu. Szczerze? Martyna nie jest dla mnie podróżniczym autorytetem, jej podróże organizowane są przez sztab ludzi, są sponsorzy etc. Martyna jest dla mnie kimś ważniejszym. Jest dla mnie inspiracją. Podziwiam ją za odwagę w spełnianiu marzeń. Martyna jest doskonałym przykładem, na to, że całe życie szukamy swojej drogi, swojego miejsca na Ziemi, że zawsze warto być tu i teraz, że warto dążyć do tego, aby nasze pasje stały się naszą pracą, że warto mieć te pasje i się im poświęcać. Za zdobycie jakiegoś najwyższego szczytu, może powinnam ją podziwiać, ale mam w nosie co Martyna zdobyła, gdzie i kiedy była i co widziała. Podziwiam ją za to, że zapewne ciężką pracą i uporem doszła do tego miejsca, w którym jest teraz. Zazdroszczę ambicji i konsekwencji w wyznaczeniu sobie kolejnych celów życiowych! Za kolejne projekty i przedsięwzięcia zarówno osobiste jak i zawodowe - dalej będę trzymać kciuki. A za to, że pomaga Kabuli - bardzo jej dziękuję.
Pierwsza prezentacja, na której byłam, a właściwie panel dyskusyjny o tanim podróżowaniu, prowadzony był przez ekipę z Busem przez świat. Dyskusja z zaproszonymi gościmy, którymi byli - Łukasz Supergan, Patryk Świątek z Paragon w podróży i Kajtostany. Powiem Wam szczerze, że fajnie tak osobiście zobaczyć wszystkie te osoby, które podziwiam i znam „on-line”. Największym zaskoczeniem był dla mnie Łukasz Supergan. Kojarzyłam go tylko z Internetu, gdzieś przewijało mi się zawsze jego nazwisko i zdjęcie chyba w kapeluszu. I nie wiem, czemu, ale nie miałam o Łukaszu dobrego zdania. Być może na tym zdjęciu nie wygląda korzystnie i na tej podstawie zrodziło się takie, a nie inne wyobrażanie o nim. A okazało się, że jest on totalnym przeciwieństwem tego, co sobie o nim wyobrażałam. Fajny chłopak z ogromnym poczuciem humoru no i sam podróżuje - pieszo! Wszędzie chodzi! Kto mnie zna to wie, że jak mam gdzieś iść, to biorę taxi, a jak podróżuje to biorę tuk tuka, a jeśli trzeba gdzieś iść, bo nie da się już podjechać tuk tukiem – to odpuszczam i nigdzie nie idę. Tylko czasami schodzę ze skutera i gdzieś idę. Nie lubię trekkingu! I chyba nigdy nie polubię. Ale jak zobaczyłam te zdjęcia od Łukasza, to zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie nie lubię chodzić, czy tylko jestem leniwa. Łukasz powiedział fajną rzecz, że piesze podróże dają najwięcej, bo można zboczyć z trasy i iść drogą, której nie da się przejechać samochodem, skuterem czy rowerem. Wiem, że ma rację. Gdy jeżdżę gdzieś na skuterze, to czasami parkuję skuter, ruszam dupę i idę przed siebie. W tyle fajnych miejsc tak trafiłam, głównie zwiedzając północną Tajlandię. O tych miejscach i ludziach, których tam spotkałam poczytasz tutaj. Na pewno w najbliższym czasie poczytam blog Łukasza. Sam panel dyskusyjny dla mnie jako osoby samotnie podróżującej od kilku lat, dał mi niewiele, bo jako samotnie podróżująca kobieta, nigdy nie będę spać sama pod namiotem, nigdy nie będę jeździć stopem, bo po prostu się boję. A wszystkie inne rady jak podróżować tanio, były dla mnie tak oczywiste, że mogłam skupić się już tylko oglądaniu fajnych zdjęć zaproszonych gości. Prezentacja idealna dla osób, które faktycznie chcą jak najtaniej zorganizować swój wyjazd – autostop, rower, spanie pod namiotem. Idealna również dla osób, które po raz pierwszy, chcą ruszyć w samodzielną podróż. Jak się później dowiedziałam, ekipa z Busem przez świat prowadziła taki panel dyskusyjny po raz pierwszy, więc brawa się należą, bo było merytorycznie, ciekawie i śmiesznie.



Kolejna prezentacja na której byłam, to wspaniale opowiedziana rodzinna historia Małgorzaty Szumskiej. Samotna wyprawa przez Litwę, Syberię, aż po Kazachstan, w poszukiwaniu śladów przodków, którzy zostali rozdzieleni przez wojnę. Piękna poruszająca opowieść o miłości dwojga ludzi. Wzruszyłam się tak bardzo, że po prezentacji podeszłam do Małgosi i ją uściskałam. Tak pięknie opowiadała o swoich dziadkach, że chyba każdy się wzruszył. Jeśli nie masz pomysłu na podróż, zapytaj swoich dziadków o ich życie, może ich historia zainspiruje Cię do spakowania plecaka i udania się w taką podróż – do tego namawiała Małgosia. Moi dziadkowie już niestety nie żyją. Małgosia o swojej podróży napisała książkę „Zielona Sukienka” jak mówiła na prezentacji, jej autorką jest tak naprawdę jej babcia. Pewnie po tą książkę za niedługo sięgnę.

Taka nabuzowana emocjami udałam się na prezentację filmu Martyny Wojciechowskiej „Ludzie Duchy”, który zdobył główną nagrodę w kategorii film dokumentalny na festiwalu w Monte Carlo. Powiem szczerze, że myślałam, że będzie to taki naciągnięty odcinek „Kobiety na krańcu świata”, który poświęcony był dziewczynce z Tanzanii, która urodziła się Albinosem. Byłam pewna, że za chwilę wyjdę z tej projekcji i pójdę na inną prezentację, na którą miałam bilet. Wracając do filmu - w Tanzanii poluje się na Albinosów, bo uważa się że, ich ciała mają magiczna moc. Zabija się ich i odrąbuję się im nogi, ręce, głowy, które sprzedaje się na czarnym rynku jako talizmany, mające przynieść szczęście i pomyślność. Siedziałam tak na krawędzi fotela, gotowa do wyjścia i udania się na prezentację Mateusza Waligóry, poświęconej rowerowej podróży po Peru. Na prezentację Mateusza nie dotarłam, tak mnie wciągnął ten film o Albinosach. Martyna przed projekcją zapytała czy na sali są jakieś dzieci, nawet nie domyśliłam się, że chodzi o jakieś drastyczne sceny w filmie. Powiedziała też, że nawet nie wie czego ma nam życzyć przed oglądaniem tego filmu – czy inspiracji czy przemyśleń, zadumy. Zapomniała jednak ostrzec, że wrażliwe na dziecięcą krzywdę osoby, również powinny opuścić salę. Bardzo dobry i mocny film. Dobre zdjęcia i muzyka. Nawet przez załzawione oczy oglądało się go dobrze. Polecam. Najgorsze jest to, że Ty, ja, my, Polacy, Europejczycy, ludzie z cywilizowanych krajów nie możemy za bardzo nic z tym zrobić… A może właśnie w tej chwili w jakieś wiosce w Tanzanii napadnięto na niewinne dziecko i odcięto mu rączkę lub nogę – bo jest inne, bo jest Albinosem. Fajnie, że Martyna jest w ciągłym kontakcie z Kabulą, że ją wspiera. Bardzo mocno trzymam kciuki za tą dziewczynkę, która chce zostać prawnikiem, aby pomagać innym Albinosom.



Kolejna prezentacja to spotkanie z Andrzejem Bargielem, który został Człowiekiem Roku w konkursie Travelery organizowanym przez redakcję magazynu National Geographic. Andrzej spokojnie i cichutko, z żartem, opowiadał o swoim wyczynie. Niesamowity chłopak! Zjechał na nartach z ośmiotysięcznika! Opowiadał o tym tak, jakby szedł rano do sklepu po bułki: „no i w sumie nie miałem co robić w nocy po przebudzeniu, bo spać mi się już nie chciało, więc ubrałam się i zacząłem się wspinać. No i się udało. A potem zapiąłem narty i zjechałem”. Materiał z wyprawy bardzo powiedzmy taki „na czasie” nakręcony małą kamerką sportową, szeroki kąt, szybka jazda na nartach, przepiękne widoki, więc razem z autorem byliśmy na szczycie osiomiotysięcznika - Broad Peak, a nawet razem z nim zjechaliśmy z niego na nartach. Szalony, odważny i bardzo sympatyczny chłopak. Jeśli będziesz mieć okazję, aby wziąć udział w prezentacji Andrzeja – koniecznie to zrób. 


To była moja ostatnia prezentacja na tym festiwalu. W harmonogramie był jeszcze pokaz Krzysztofa Starnawskiego o zdobywaniu najgłębszej jaskini na świecie. Na Starnasia prezentacjach byłam już kilkukrotnie, głównie podczas imprez nurkowych, więc tą prezentację odpuściłam, bo chyba już ją gdzieś widziałam. Natomiast jeśli chodzi o same prezentacje – to Krzysztof robi je rewelacyjnie! Piękne zdjęcia, filmy i muzyka, wszystko idealnie zgrane z narracją, z takiej prezentacji mógłby śmiało powstać film, więc jeśli kiedyś trafisz na prezentację Krzysztofa na jakikolwiek temat, możesz iść w ślepo, a wyjdziesz zachwycony. Na koniec festiwalu miałam okazję poznać Olę i Kubę z Busem przez świat. Zamieniliśmy, tak na szybko kilka zdań. Ja podpytałam Kubę o kilka „branżowych” rzeczy i każdy zmęczony ruszył do domu. Ekipa z Busem przez świat jest już bardzo popularna, ale jeśli nie kojarzysz, tych szalonych ludzi, którzy starym busem zwiedzili już prawie cały świat, koniecznie musisz zajrzeć na ich bloga.

A jakie są moje wrażenia po pierwszej edycji Festiwalu Podróżników National Geographic? Oczywiście bardzo pozytywne! Ale jak to zawsze bywa na konferencjach i festiwalach – wkurza mnie to, że nie można zobaczyć wszystkiego, bo równocześnie odbywa się kilka prezentacji. Uważam, że jak na pierwszy festiwal – to było super! Może nie było oszałamiającej frekwencji, ale za to było bardzo klimatycznie. Życzę ekipie z NG dużo sponsorów na kolejne edycje, bo w Warszawie chcemy mieć fajny festiwal podróżniczy, a jak na stolicę przystało, organizator musi być z najwyższej podróżniczej półki. Za rok na pewno będę. I muszę tu napisać coś jeszcze. Podczas tego festiwalu, tak sobie siebie wyobrażałam, jak siedzę na scenie i opowiadam o moich samotnych kobiecych podróżach, a na wielkim ekranie wyświetlane są moje zdjęcia. Ktoś już kiedyś zaproponował mi taką prezentację na festiwalu, ale odmówiłam, bo bałam się, że sobie nie poradzę, że nie nadaję się do tego, aby opowiadać o podróżach. Wydawało mi się też, że mam tak słabe zdjęcia, że wstyd je pokazać światu. Wróciłam do domu z pomysłem na swoją małą prezentację i opowieść o moich podróżach. Może kiedyś, gdzieś na jakimś spotkaniu również Tobie ją opowiem. A teraz mam „deja vu” – ja już chyba to gdzieś pisałam, tak (?)Dobranoc.
Jeśli podobał Ci się ten post możesz zostawić komentarz na dole strony. Możesz również śledzić mnie na FB - wystarczy, że klikniesz "lubię to", które jest poniżej lub na Instagramie i G+ ikonki znajdują się u góry, po prawej stronie. Dzięki.






Podobne

9 komentarze

  1. Może za rok i ja się wybiorę:-) A patrząc na zdjęcie , to rzeczywiście jesteście trochę podobne :-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. No dobrze. Czas na zmianę zdjęcia profilowego, skoro wygląda tak ponuro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witam, Pana Łukasza w moich skromnych progach i proszę się nie gniewać za szczerość :) na serio, na tym zdjęciu to ktoś zupełnie inny niż Ty :)

      Usuń
  3. Doskonale znam to poczucie, że daleko mi jeszcze do prowadzenia prezentacji.. Choć bardzo chciałam przyjechać na festiwal, to niestety się nie udało. Mam nadzieje, że za rok się uda!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry wpis! Zachęciłaś mnie bardzo, aby przy najbliższej okazji wziąć udział w tym festiwalu i poznać tych wspaniałych ludzi, których blogi czytam z zafascynowaniem. Więcej wiary w siebie! Ja z chęcią obejrzałabym prezentacje z Twoich podrozy! Czapki z glow za odwagę, ze podróżujesz sama. Przy okazji zapraszam również do siebie ns bloga, a może nawet zaszalejesz i zalajkujesz mojego fanpage'a: www.bodychtravellers.com . Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej, dziękuję za miłe słowa :) tak to jest, łatwiej wyruszyć samemu w podróż niż wystąpić publicznie :) powodzenia!

      Usuń
  5. Brzmi fantastycznie, ale to próg, którego nigdy nie przekroczę :(

    OdpowiedzUsuń

NEWSLETTER

Jeśli nie chcesz przeoczyć żadnego nowego wpisu - zostaw swój adres!

polecany post

mapa

mapa