A nie boisz się tak sama lecieć? Pewnie, że się boję, tylko idiota by się nie bał.

3/14/2016

Ten post piszę już chyba od miesiąca. Część napisałam w domu, część w samolocie, a kończę go, będąc na Sri Lance.
Przez ostatnie dni przed wyjazdem, nie miałam nawet chwili, aby usiąść i coś ciekawego napisać. Im bliżej było wyjazdu, tym częściej o nim myślałam.
Odkładałam go tylko w czasie, bo musiałam przygotować się do podróży.
To pytanie słyszałam przed podróżą nawet parę razy dziennie – w pracy, na spotkaniach, a nawet na spotkaniach biznesowych – pani Iwono nie boi się tak pani sama jechać? (dobrze, że partnerzy biznesowi nie wiedzą, że nie znam angielskiego, dopiero byliby zdziwieni). Niektórzy znajomi wiedzą, więc pytają - A nie boisz się tak sama, tak daleko, bez angielskiego? Gdybym powiedziała, że się boję, to każdy pomyślałby, że jestem jakąś idiotką, która robi coś wbrew sobie. Najczęściej odpowiadam, że się nie boję, no bo czego mam się bać? A prawda jest jednak taka, że boję się jak cholera. Czy jest ktoś, kto nie boi się samotnej, dalekiej podróży? Tylko idiota, by się nie bał. Jestem tylko człowiekiem i oprócz pozytywnych emocji przeżywam też te mniej pozytywne. Jednak chęć przeżycia fascynującej przygody jest silniejsza od wszystkich moich lęków. Mówi się, że świat należy do odważnych – i coś w tym jest. Kiedyś podczas rozmowy z przyjaciółką, która poinformowała mnie, że zakłada własny biznes, powiedziałam jej, że bardziej boję się prowadzenia własnej firmy, ZUSU, podatków, formalności niż samotnej egzotycznej, dalekiej podróży. Śmiałyśmy się z tego bardzo, bo ona w przeciwieństwie do mnie, nie wyobraża sobie takiej podróży. A czego najbardziej się boję w moich podróżach?
Boję się, że zaśpię i spóźnię się na samolot. Tak, z tego powodu zawsze się stresuję. A może budzik mi nie zadzwoni, a może taksówka się spóźni, a może będą korki etc. Z drugiej strony przecież codziennie wstaję do pracy i też się tym stresuję, czy nie zaśpię, czy nie spóźnię się, czy będą korki, więc to chyba żadne podróżnicze lęki, prawda? 
Boję się też, że czegoś nie spakowałam, że o czymś ważnym zapomniałam, ale u mnie to nic nowego. Jestem roztrzepana, więc co chwilę czegoś zapominam. Codziennie rano jak wychodzę do pracy zastanawiam się czy wszystko mam – czy mam telefon, czy mam laptopa, czy mam kluczyki do samochodu etc. Czasami żartuję, że kiedyś zapomnę zabrać własne dzieci z piaskownicy albo z przedszkola, a to już nie będzie śmieszne. Kto mnie zna, to wie, że co chwilę coś gubię, co chwilę czegoś szukam. Przed daleką podrożą to się nasila. Przed wyjazdem na Sri Lankę miałam zrobioną listę rzeczy i według niej pakowałam plecak. Wyobraź sobie, że 3 razy wyrzucałam z plecaka, spakowane już wszystkie rzeczy, bo nie byłam pewna, czy na pewno wszystko mam.
Boję się, że czegoś nie zrobiłam, czegoś ważnego, czegoś co musiałam zrobić przed wyjazdem. Martwię się, czy zapłaciłam wszystkie rachunki, czy wyłączyłam żelazko, czy podlałam kwiaty, czy zamknęłam okno etc. O tych rzeczach myślę, też przecież w życiu. Czy rachunki zapłacone, czy żelazko wyłączone. Czy wszystko to, co musiałam zrobić w danym dniu, zrobiłam. Jeny, moje życie to nic innego, tylko zastanawianie się czy wszystko zrobiłam i załatwiłam. Chyba w codziennym życiu jest tego jednak więcej.
Najmniej chyba boję się, że mnie zamordują, okradną i zgwałcą. Mordercy, gwałciciele i złodzieje są wszędzie – w Polsce pewnie też. Jeśli jest mi pisane zginąć z rąk jakiegoś psychopaty nożownika – to czy będę na Sri Lance, na Kubie, w Tajlandii czy w Polsce… Chyba nie ma sensu o to się martwić prawda?
Boję się też, że zachoruję i wyląduję w szpitalu. No bo wiecie, w Polsce nikt nie choruje, nikt nie chodzi do lekarza, nikt nie leczy się w szpitalu. Tylko jak opuszczamy granice to od razu chorujemy i musimy się leczyć. I to faktycznie jest problem, bo tylko w Polsce są szpitale i przychodnie. Na całym świecie nie ma służby zdrowia. Żarty żartami, ale chyba większe jest prawdopodobieństwo, że w ciągu roku zachoruje i wyląduje w szpitalu w Polsce, niż przez 3 tygodnie pobytu za granicą. No nie, chyba jednak tego się nie boję.
Czas na mój ulubiony lęk związany z podróżowaniem, uwaga: Boję się, że zginę w ataku terrorystycznym albo na pokładzie samolotu wybuchnie bomba lub mój samolot się rozbije. O tym, że najbezpieczniejsze są podróże samolotem, chyba nie muszę tu pisać, ani też o tym, że najmniej wypadków jest w transporcie lotniczym. Większe jest prawdopodobieństwo uczestnictwa w wypadku samochodowym w Polsce, niż w katastrofie lotniczej. A te ataki terrorystyczne… chyba szybciej terroryści zaatakowaliby Warszawę, niż malowniczą Sri Lankę. 
A i chorób tropikalnych boję się zawsze. Nieważne, że mam wszystkie podstawowe szczepienia i nie ważne, że nie jeżdżę w rejony, w których występują takie tropikalne, śmiertelne choroby. Boję się i już. Jak widzę czy słyszę komara latającego wokół mnie, trzęsę się ze strachu jak galareta, bo na pewno on mnie zarazi jakąś chorobą. Byłam w rejonach gdzie występowała malaria oraz cholera i wróciłam cała i zdrowa. Z chorób najbardziej i tak boję się choroby nowotworowej.
Boję się też, że ugryzie mnie jakiś wściekły, bezpański pies. Na Sri Lance pełno jest takich szwędających się i pewnie wściekłych psiaków. Boję się też, że mój bagaż nie doleci. Z tym bagażem to naprawdę, zawsze się stresuję. W Kolombo (Sri Lanka) już miałam łzy w oczach, bo przez 40 minut nie było mojego bagażu, a inne bagaże widziałam po raz 10-ty, 20-ty, masakra. Już zastawiałam, się co mam dalej robić, komu to zgłosić, jak to powiedzieć po angielsku, że nie ma mojego bagażu. Jak zobaczyłam mój bagaż na taśmie, to się rozpłakałam, ze szczęścia. No tak mam. Jestem za bardzo wrażliwa, wiem.
Boję się też, że nie będę mogła z kimś się dogadać, że jednak ten angielski będzie mi potrzebny. A może poznam miłość życia i co wtedy? Język miłości chyba nie wystarczy. Już raz to przerabiałam. Nie udało się. A mówiąc poważnie, myślę o takich nieoczekiwanych sytuacjach: wypadek drogowy, zgubienie bagażu, jakieś awaryjne lądowanie czy szpital. Po każdym moim wyjeździe obiecuję sobie, że będę się uczyć angielskiego. I robię to, tylko jakoś cholera nieskutecznie. Może jestem już za stara na naukę języka. Najbardziej żałuję, że nie znam języka, kiedy poznaję w autobusie czy pociągu jakąś fajną, miłą osobę, która tak jak ja, podróżuje samotnie. Chciałabym o tyle rzeczy ją zapytać… wtedy ubolewam nad tym, że nie znam angielskiego. Dziś w pociągu poznałam młodą Niemkę. Wymieniłyśmy kilka zdań, o Polsce, o Sri Lance, Berlinie, Warszawie, Tajlandii i tyle. A więc po powrocie ze Sri Lanki, biorę się ostro za naukę angielskiego! Znacie jakieś skuteczne metody?
Tak patrzę teraz na tą listę i sobie myślę, że boję się tego samego, co może spotkać mnie też w Polsce. Przez ostatnie dni przed wylotem podpytywałam znajomych, czego oni baliby się najbardziej. I nikt nie powiedział mi, że bałby się, że go zamordują, zgwałcą, że wyląduje w szpitalu, że zaginie jego bagaż. Wszyscy po dłuższym zastanowieniu mówili, że tak naprawdę chyba boją się samotności w podróży. Boją się być sami, tak daleko od domu, bez kogoś bliskiego. Boją się, że nie będą mieli z kim rozmawiać, do kogo się odezwać. Nie będzie obok nikogo. Nie będzie kogoś kto im pomoże, kto podpowie, kto podejmie decyzje, kto weźmie na siebie odpowiedzialność, a nawet kogoś kto zrobi zdjęcie, przytuli czy pocałuje.
A ja tego właśnie się nie boję. Nie boję się tego, bo to mam na co dzień. Nie boję się lecieć przez 8 godzin sama w samolocie, bo czasami przez cały dzień z nikim nie rozmawiam. Nie boję sama zwiedzać, nie przerażają mnie samotna kolacja, czy samotne spacery po plaży o zachodzie słońca. Dla mnie taka podróż, niczym nie różni się od mojego życia. Sama o sobie decyduje, sama spędzam wieczory, sama jem, sama chodzę do kina, sama sypiam. Czy jestem w dalekiej podróży, czy w domu – nie ma to znaczenia. Zmienia się tylko otoczenie, na piękniejsze. Zmienia się pogoda, ludzie wokół mnie, miejsca i zmieniam się też ja. Ale o tym innym razem.
Wracając do tych wszystkich moich „pseudo-lęków” - są one niczym, w porównaniu z tym, największym podróżniczym lękiem. Bycie samotnym w życiu i w podróży jest bardzo trudne. Ja nauczyłam się cieszyć moim samotnym życiem i dziękuję Bogu, że dał mi tyle odwagi, by czerpać z życia jak najwięcej. Podróże bardzo wiele mi dają. Tyle nowych przeżyć i doświadczeń, tyle wiedzy o sobie, o innych, o świecie, tyle emocji, nowych smaków, obrazów, dźwięków. Lubię być w podróży. Lubię siebie w podróży. Chyba nie ma takiego lęku, który powstrzymałby mnie przed podróżowaniem. Jeśli kiedyś się pojawi, to na pewno o nim tutaj napisze. Na ten moment nie boję się samotnych podróży, bo nie boję się samotnego życia! Tymczasem wracam do planowania kolejnego dnia na pięknej Sri Lance. Pozdrawiam z Celjonu. 
Jeśli podobał Ci się ten post możesz zostawić komentarz na dole strony. Możesz również śledzić mnie na FB - wystarczy, że klikniesz "lubię to", które jest poniżej lub na Instagramie i G+ ikonki znajdują się u góry, po prawej stronie. Dziękuję.


Podobne

8 komentarze

  1. Zgadzam się z Tob a w 100%.... i podziwiam, ale to już chyba pisałam:-)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny wpis.
    Ściskam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje! Kolejny wpis już się tworzy :)

      Usuń
  2. Pięknie to wszystko opisujesz, jestem pod ogromnym wrażeniem.Chylę czoła dla Twojej odwagi i determinacji. Czekam na cd. opowieści Irena

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe, czy ja się kiedyś tak odważę. Angielski znam perfekcyjnie, jeździć i zwiedzać też lubię i mam to we krwi, ale do tak egzotycznych krajów mnie nie ciągnie. Ale mam w sobie od pewnego czasu chęć takiej samotnej wyprawy. Może nie tak egzotycznej jak Twoja, ale jednak.. Podziwiam w każdym razie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje :) Magda, powiem Ci, że te egoztyczne kraje wbrew pozorom nie sa takie "egoztyczne" - są bardziej turystczne niż nam sie wydaje! Bardziej przyjazne turystom niż kraje europejskie! Tajladnia jest doskonałym przykładem. Tam przyjeżdząją ludzie z całego świata, więc muszą być na to przygotowani! Komunikacja, zaplecze hotelowe, dostęp do wszytskich atrakcji na zawołanie! Na rękach Cię zaniosą tam gdzie chcesz :) Na pierwszą wyprawę polecam właśnie Tajlandię. A jeśli znasz jeżyk - to pomyśl sobie i ludzi możesz poznać - w autobusie, w hotelu, czy gdzieś na szlaku. Jeśli kiedyś sie zdecydujesz koniecznie daj znać! I powiem ci szczerze, że bardziej obawiałabym się podróżować po Eurpie niż po Tajlandii, Indonezjii, Malezjii etc. Trzymam kciuki za decyzje i gorąco pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Witam Bardzo mi się podoba tytuł Twojej strony "szpilki w podróży"- trochę tak jak "szpilki na Giewoncie".
    Podobnie tak jak Ty zdecydowanie wolę samotne podróże i też nie znam angielskiego...co nie przeszkodziło mi odwiedzić Włochy, Hiszpanię, Maroco...Twój powyższy wpis wywołał u mnie małą refleksję. Gdybym miała sobie odpowiedzieć na pytanie czego ja się boję- to pewnie odpowiedź byłaby następująca: " Boję się, że mój folder w komputerze zatytułowany "Kadry z moich podróży" będzie bardzo ubogi. W myśl zasady "NIE DAJ SIĘ SKREŚLIĆ" wyjeżdżam więc kiedy tylko mogę, począwszy od 2016 roku. Folder się zapełnia....a ja jestem z siebie dumna. Do zobaczenia "na szlaku"- pogadamy wtedy po polsku....a co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za odwiedzenie mojego bloga :) fajnie czyta się tak pozytwne komentarza, od takich samych szalonych osób jak ja :) Oczywiście, że pogadamy, a co! :)

      Usuń

NEWSLETTER

Jeśli nie chcesz przeoczyć żadnego nowego wpisu - zostaw swój adres!

polecany post

mapa

mapa