, ,

Salsa za loda - o wymianie barterowej Kubanek, o koniach i o sylwestrze w Hawanie

1/09/2016


Zanim zaczniesz czytać kolejną część mojej wyprawy, 
włącz głośniki, naciśnij jeden przycisk i rozsiądź się wygodnie. 


 

Na koniec zostawiłam to co najlepsze - najpiękniejsze zabytkowe miasto na świecie – Hawanę. W Hawanie w tym czasie było dwóch moich kolegów, którzy dopiero przylecieli na Kubę, więc dwa dni spędziłam z nimi. 
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od słynnej dzielnicy Habana Vieja. Stara Hawana pełna jest turystów, restauracji, kawiarenek, sklepów z pamiątkami, galerii i muzeów. Dzielnica ta wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO, dzięki różnym dotacją jest bardzo zadbana, w porównaniu z innymi dzielnicami Hawany i przez to bardzo urocza i kolorowa. Wyróżnia się licznymi placami, z których każdy ma swój nadzwyczajny klimat. I tak w tłumie turystów, przeciskaliśmy się z placu na plac. Plaza de Armas – to mały park, a w nim liczne stragany z książkami i pamiątkami, Plaza Vieja – wypełniony po brzegi muzyką, Plaza de la Catedral – to tutaj turyści robią sobie zdjęcia z Kubańczykami ubranymi w tradycyjne kubańskie stroje. Każdy, kto był w Hawanie pewnie ma jedno takie zdjęcie. Są kobiety w kolorowych kapeluszach z kwiatami i starszy Pan z wielkim cygarem, który trzyma w ręku polskie wydanie Travellera ze swoim zdjęciem na okładce – mówi tylko „I am a Star”. 
Gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski bardzo się ucieszył. Piłam mleko kokosowe prosto z kokosa i jadłam różne kubańskie słodkości, których nazw niestety nie pamiętam. Doszliśmy do Capitolu. To ten słynny hawański duży biały budynek z kopułą. W Hawanie na każdym rogu czają się naciągacze. Będąc już prawie dwa tygodnie na Kubie, dotarło do mnie, że każdy Kubańczyk, który pyta się o godzinę od razu zaczyna mówić, że może mi coś pokazać, bo jest przewodnikiem i nie chce za to pieniędzy. W Hawanie, co chwilę ktoś pytał się nas o godzinę. To ich sposób na zagadanie turysty. I trafiło też na nas. Nie zdążyłam kolegom powiedzieć, aby nie wdawali się w rozmowy z Kubańczykami. Gdybym byłam sama pewnie nie dałabym się tak zbałamucić. Ale koledzy byli dopiero pierwszy dzień i nie wiedzieli jeszcze jak to wszystko działa, a mi było jakoś głupio im mówić, że na każdym kroku Kubańczycy naciągają turystów na kasę. Było tak. Kubańczyk zapytał nas o godzinę. Gdy kolega mu odpowiedział, zapytał go skąd jesteśmy i jak długo jesteśmy na Kubie. Uśmiechnięty kolega oznajmił, że dopiero jesteśmy pierwszy dzień - i to był błąd. Bo oni polują na takich, co dopiero przylecieli i nie wiedzą jeszcze jak to wszystko na Kubie działa. Kubańczyk był z żoną i z córką. Żona rozmawiała ze mną, była bardzo miła. I całą grupą tak szliśmy w jednym kierunku i rozmawialiśmy. Powiedziałam żonie, że już prawie 2 tygodnie jestem na Kubie, powiedziałam jakie miasta widziałam itd. I tak szliśmy ulicą wszyscy razem. Aż w pewnym momencie żona mówi do nas: to ja Wam coś pokaże, koniecznie przyjdźcie tu wieczorem na festiwal salsy. I nagle znaleźliśmy się przed wejściem do jakiejś knajpy niby w niej rozpoczynał karierę Buena Vista Social Club. Byliśmy mało asertywni. W knajpie zorientowałam się, że przy każdym stoliku siedzi jakiś Kubańczyk - naganiacz z grupą turystów! Niesamowite!!! Nasi naganiacze namówili nas żebyśmy usiedli z nimi w stoliku i nam powiedzą, co mamy jeszcze zwiedzać w Hawanie. Podszedł kelner. Żona zdziwiona, że my nic nie chcemy zamówić, powiedziała, że musimy się coś napić, że tak nie wypada i że mamy kupić też dla nich drinki a dla dziecka sok. Byłam w szoku. Obserwowałam też to, co dzieje się obok przy innych stolikach. I wszędzie to samo. I co chwilę przychodził ktoś nowy z turystami. Szok. Knajpa płaci im później kasę za to, że kogoś przyprowadzili. Po tym incydencie nabrałam już takiej niechęci do Kubańczyków. Szkoda. Popołudniu dotarliśmy do Muzeum Rewolucji. Zwiedzanie zajęło nam z 2 godziny, ale warto było. Niesamowite eksponaty, stare gazety, plakaty, zdjęcia, mapy, przedmioty wszystko związane z wielką kubańską rewolucją. 
Kapitol w Hawanie Kuba
piękny kolorowy plac Plaza Vieja w Hawanie Kuba
piękny stary samochód w Hawanie Kuba
Kubańczyk z okładki Travelera w Hawanie Kuba
piękne Kubanki w Hawanie Kuba
Plaza de Armas w Hawanie Kuba
piękny korowód na Plaza Vieja w Hawanie Kuba
Kubanka w Hawanie Kuba
Katedra Katedra Najświętszej Marii Panny Niepokalanego Poczęcia na Plaza de la Catedral w Hawanie Kuba
 fryzjer w Hawanie Kuba
Placu Rewolucji w Hawanie Kuba
Muzeum Rewolucji w Hawanie Kuba
Plac Rewolucji w Hawanie Kuba
kamienice w Hawanie Kuba
Kolejny dzień w Hawanie to spacer po pozostałych dzielnicach, głównie Vedado. Vedado to dzielnica neoklasycznych willi i rezydencji wybudowanych w latach 20-tych przez bogatych Amerykanów. Część z nich jest odrestaurowana i mieszczą się w nich ambasady i urzędy państwowe, jednak większość z nich jest w opłakanym stanie. Vedado to również centrum biznesowe i hotelowe z kinami i klubami muzycznymi. To tu znajdują się trzy największe w Hawanie hotele – Nacional, Capri i Libre. Spacerując szerokimi ulicami, dotarliśmy do największej lodziarni na świecie, która obsługuje dziennie 30 tyś. klientów. Spacerem, nadmorską promenadą Malecon dotarliśmy do hotelu Terra, w którym zjedliśmy pyszny i tani włoski obiad. Po obiedzie udaliśmy się na miejski dworzec sprawdzić autobusy do Vinales. Owszem, autobusy były - ale tylko dla Kubańczyków. Nie mogliśmy kupić tu żadnego biletu, bo jesteśmy turystami i mamy jeździć Viazulami, które są 10 razy droższe. Ciekawe jakby jakiś Kubańczyk kupił nam bilet, czy wpuściliby nas do autobusu? Pewnie nie. Tak Kuba zarabia na turystach. Dworzec miejski mieści się w pobliżu ogromnego Placu Rewolucji - Plaza de la Revolucion. Wielki plac otoczony gmachami, w których mieszczą się – Biblioteka i Teatr Narodowy, Pałac Rewolucji oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, na jego fasadzie znajduje się ogromna na 5 pięter twarz Che Guevary. Na środku placu mieści się prawie 100 metrowa wieża, z której rozpościera się spektakularny widok na całą Hawanę. 
stare kamienice w Hawanie Kuba
stare kamienice w Hawanie Kuba
stare kamienice w Hawanie Kuba
stare kamienice w Hawanie Kuba
stare kamienice w Hawanie Kuba
stare samochody na ulicach Hawany Kuba
stare kamienice w Hawanie Kuba
stare kamienice w Hawanie Kuba
stare kamienice w Hawanie Kuba
stara kamienica w Hawanie Kuba
stara kamienica w Hawanie Kuba
stary samochód Dodge (?) w Hawanie Kuba
piękne ulice w Hawanie Kuba
dzieci w Hawanie Kuba
zniszczone kamienica w Hawanie Kuba
zniszczone kamienica w Hawanie Kuba
właściciel kamienicy w Hawanie Kuba
naprawa starego samochodu to bardzo częsty widok na Kubie Hawana 
Rano zgodnie z planem ruszyliśmy na dworzec, z którego odjeżdżają Viazule. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się kupić bilet do Vinales. Niestety nie było już miejsc. Z pół godziny targowaliśmy się z taksówkarzem o cenę za taxi. Dogadaliśmy się i ruszyliśmy w drogę za 50 CUC. Dojechaliśmy na dworzec autobusowy w Vinales. I od razu zaatakowali nas właściciele cas proponując noclegi u siebie. Było wesoło, jak jeden przez drugiego mówił, co u niego jest lepsze, a to że bliżej, a to, że taras, że wycieczki itd. Wybraliśmy case, która była najbliżej za 20 CUC za pokój. Dodatkowo wykupiliśmy wycieczkę na koniach po dolinie Vinales za 15 CUC/około 3 godziny. Dolina przepiękna, cudo, czerwona gleba, plantacje tytoniu i malagaty. Na koniach była kupa śmiechu, jak wydawaliśmy komendy po hiszpańsku i na określone zwroty konie reagowały równocześnie. Każdy miał swojego konia. Te konie były takie biedne i chude. Jeśli macie ochotę na wesołą wycieczkę - to koniecznie wybierzecie się na te konie. Ja płakałam ze śmiechu.
Wróciliśmy zmęczeni, z bolącymi tyłkami, ale ubawieni po pachy. Wieczorem poszliśmy na miejski ryneczek, przy którym znajdowała się jedyna w miasteczku Casa de la Cultura – a w niej tańce z muzyką na żywo. Dwie Kubanki wzięły w obroty moich kolegów i uczyły ich salsy, a ja obserwowałam co się dzieje. Po nauce tańca dziewczyny poprosiły ich - jedna o lody, a druga o kasę na taksówkę do domu , do innego miasta. No przecież tak za darmo nie uczyły. Te lody nas najbardziej rozbawiły. Drink to rozumiem, ale lód? Po dyskotece spacerowaliśmy jeszcze uliczkami Vinales razem z poznanym Kubańczykiem, parą Amerykanów i niemieckim turystą, z którym dyskutowałam o komunizmie, solidarności i o Wałęsie - przecież ja nie znam angielskiego! - pewnie za dużo mojito wypiłam! Znając 10 podstawowych słów - naprawdę można było się dogadać  - "president" "poland" "independent" "comunizm" "good" "bad" "people" "happy" "time" etc. 
Właścicielka casy obiecała nam wypasione śniadanie, ale nie zaznaczyła, że takie śniadanie jest przy dwóch noclegach. Gdy wstaliśmy rano, byliśmy w lekkim szoku, że zamiast wypasionego śniadania, o którym mówiła oferując swoją case, był tylko chleb, ser, kawa i trochę owoców. A właścicielki nie było w domu. Dobrze wiedziała, że po śniadaniu od razu jedziemy dalej, tak jak robi to większość turystów, więc zrobiła nam byle jakie śniadanie. Gdybyśmy byli 2 noce - to takiej sytuacji by nie było, bo pewnie popołudniu spotkalibyśmy się z nią, więc nie zrobiłaby tego. Po śniadaniu udaliśmy się taksówką na plażę Playa Jutiso - i na niej spędziliśmy cały dzień. Plaża bardzo ładna, jedzenie na plaży 2,5 CUC, więc bardzo tanio. 
Dolina Vinales Kuba 
Dolina Vinales Kuba 
Dolina Vinales Kuba 
Dolina Vinales i wapienne mogoty Kuba 
Dolina Vinales Kuba 
Dolina Vinales Kuba 

Popołudniu taksówką wróciliśmy do Hawany. Za taksówkę z Vinales do Playa Jutiso i potem do Hawany zapłaciliśmy 100 CUC na 3 osoby. Dojechaliśmy do Hawany i poszliśmy na kolację. Po kolacji koledzy stwierdzili, że są zmęczeni i wracają na case. A ja miałam wielką ochotę na tańce - tym bardziej, że była to sylwestrowa noc. Poszłam więc sama do Casa de la Musica, niedaleko naszej casy. Kolejka do klubu długa, pełno turystów i bogatych Kubańczyków. Stałam chyba z 2 godziny w kolejce. Poznałam Amerykankę i Australijkę i z nimi powitałam Nowy Rok stojąc w kolejce. O północy wszyscy życzyli sobie szczęśliwego Nowego Roku, a z balkonów i tarasów ludzie zaczęli wylewać wodę na ulice. To taki kubański zwyczaj. Wspólnie stwierdziłyśmy, że szkoda nam już czasu na stanie w kolejce i udałyśmy się do kolejki VIP, w której bilety były 2 razy droższe. Klub bardzo duży, wystrój taki typowy- kubański, z lat 70-tych. W ten wieczór było dużo różnych atrakcji - występy różnych zespołów tanecznych, pokazy mody itd. Dziewczyny poszły dość szybko, więc zostałam jeszcze sama. Chwile później poznałam parę Polaków i z nimi bawiłam się do białego rana. To była prawdziwa sylwestrowa noc w rytmach gorącej salsy.
Nowy Rok przywitałam z lekkim bólem głowy ale już od rana byłam gotowa na zwiedzanie. Koledzy pojechali do Trinidad, a ja udałam się na zwiedzenie pozostałych dzielnic Hawany. Cały dzień spacerowałam po Centro Habana - to stara, bardzo zniszczona dzielnica Hawany, w której mieszkaliśmy. Wielopiętrowe, od lat nieremontowane kamienice, z wielkimi balkonami, na których na sznurach suszyło się pranie. Taksówką pojechałam do fabryki cygar "Romeo y Julieta". Fabryka była zamknięta, ale przemiły Kubańczyk wpuścił mnie do środka i trochę opowiedział mi o tym jak wyrabia się tu cygara. Mówił raz po hiszpańsku, raz po angielsku, ale mówił zdaniami, więc można było się domyślić o czym mówi.
Czy prawdą jest, że najlepsze cygara zwijane są na gołych udach Kubanek? Po odpowiedź zapraszam na Kubę.
wszędzie te stare samochody Hawana Kuba 
zniszczone kamienice w Hawana Kuba 
Viva Fidel w Hawana Kuba 
zniszczone kamienice w Hawana Kuba 
zniszczone kamienice w Hawana Kuba 
kubańskie cygaro w Hawana Kuba 
zniszczone kamienice w Hawana Kuba 
zniszczone kamienice w Hawana Kuba 
gra w piłkę na ulicach Hawany Kuba 
zniszczone kamienice w Hawana Kuba 
stary amerykański samochód w Hawana Kuba 
zniszczone kamienice w Hawana Kuba 
zniszczone kamienice w Hawana Kuba 
stary amerykański samochód w Hawana Kuba 
Havana Club kubański rum znany na całym świecie w Hawana Kuba 
stary amerykański samochód w Hawana Kuba 
Powoli zbliżał się dzień wyjazdu. Już nie chciałam spacerować po Hawanie, już byłam zmęczona tym dużym miastem, chciałam poleżeć jeszcze na plaży. Wymyśliłam sobie, że wyskoczę na jeden dzień zobaczyć to słynne Varadero - najbardziej znany kurort Kuby. 
W autokarze poznałam przemiłą, fantastyczną dziewczynę - Magdala z Angoli. Spędziłyśmy razem cały dzień w Varadero, leżąc na plaży i pijąc mojito. Rozczarowałam się Varadero, bo jest bez charakteru i bez klimatu. Kilka hoteli pochowanych gdzieś na końcu półwyspu, a samo centrum - kilka restauracji, sklepów z pamiątkami, nawet promenady nie było. ( A może nie dotarłyśmy do samego centrum ?) Wróciłyśmy razem z Magdalą do mojej casy. Magdala zgrywała zdjęcia ze swojego aparatu na pendriva. Pożegnałyśmy się, wymieniłyśmy się telefonami i adresami. Pewnie będziemy miały kontakt ze sobą. To był bardzo zabawny dzień. 
Plaża w Varedero Kuba 
promenada Malecon w Hawana Kuba
na ulicach Hawany Kuba 
Kolorowe kamienice w Hawanie Kuba 
i jeszcze jeden stary kubański samochód Hawana Kuba
hawańska ulica Hawana Kuba 
kamienica w Hawanie Kuba 
Promenada Malecon Hawana Kuba
Promenada Malecon Hawana Kuba
Ostatni dzień, popołudniu wyjazd. Ostatni spacer po Hawanie, ostatnie Mojito, ostatnie zakupy i ostatnie zdjęcie. Z jeden strony tęsknie już za domem, a z drugiej strony chciałabym jeszcze zostać. To była fantastyczna przygoda. Na lotnisko dojechałam taksówką za 15 CUC. I jeszcze na koniec, na pożegnanie 4 godziny stania w kolejkach na lotnisku - a to odprawa, a to opłata lotniskowa 25 CUC, oddanie karty turysty i zostało mi tylko 20 minut na papieroska. No i kończy się moja przygoda z Kubą.
Kupiłam kilka pamiątek, ale cały czas czułam, że mi czegoś brakuje, czegoś ważniejszego niż rum, cygaro, domino. Na lotnisku usłyszałam muzykę kubańską, podeszłam do stoiska z płytami i kupiłam płytę cd z kubańskimi przebojami disco, które obecnie królowały na kubańskich dyskotekach. I to było to! Cieszyłam się jak dziecko, aż miałam łzy w oczach. Bo Kuba to muzyka, to ludzie, którzy tańczą. Zdjęcia nie oddadzą klimatu Kuby chyba, że będzie do nich dołączona ścieżka dźwiękowa z kubańską muzyką. Kuba to wszyscy Ci wspaniali ludzie z całego świata, których tu poznałam i Kubańczycy. Chwile, które tu przeżyłam razem z nimi, będę pamiętać do końca życia. Moje wszystkie zmysły zostały zaspokojone - muzyką, kolorami starych kamienic i samochodów, smakiem rumu i zapachem cygar. Czegóż chcieć więcej? Spełniło się moje największe marzenie i spełniło się tak pięknie. Myślałam, że to zawsze będzie takie moje marzenie, takie, na które się czeka czasami całe życie, a nawet takie, które nigdy się nie spełni i zawsze będzie tylko marzeniem.
I teraz tak trudno mi znaleźć nowe, no bo co może zastąpić marzenie o Kubie?

Pierwszą część relacji z mojego pobytu na Kubie znajdziesz tutaj.
Zanim ruszysz na Kubę poczytaj o tym, dlaczego możesz wrócić z niej niezadowolony, link tutaj.


Jeśli podobała Ci się ta relacja - zostaw komentarz poniżej, poniżej i jeszcze niżej, własnie tam.
A jeśli jeszcze nie polubiłeś mojego profilu
 na FB kliknij "lubię to" - będzie mi bardzo miło. Dziękuję.

Podobne

4 komentarze

  1. Przepiękna fotorelacja! Śliczne ujęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina bardzo dziękuje i pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Bardzo dziękuję. Wspaniała opowieść i zdjęcia :) Małe ale bardzo istotne pytanie: jakie buty zabrać na Kubę? Będę zwiedzać Hawanę i National Park Montemar i skansen Indian w Guama. W czym będzie najwygodniej? Nie chcę się wybrać jak niektórzy turyści w Tatry :) Będę wdzięczna za pomoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć, bardzo dziekuję za odwiedziny :) Powiem Ci tak - ja mam zawsze z tym problem, bo uwielbiam buty i zawsze biore kilka par butow na wyjazd :) Wole spakowac mniej cicuhów, a mieć więcej butów. Jedyne co mogę doradzić to pewnie buty trekkingowe, ale letnie, lekkie i przewiewne. Ja takich nie mam, bronie sie rekami i nogami od zakupu butów trekkingowych - bo są takie malo kobiece :) Kube, Tajlandie i Sri Lanke - zwiedziłam w sandałach sportowych + jeszcze japonki, trampki etc. Jeśli miałabym wybrać jedną parę to sandały sportowe, takie trekkingowe - parki, skanseny, plaże, miasta - czyli głównie płaskie tereny. A jeśli planujesz chodzić dużo po górach, wspinać sie na jakieś szczyty - to pełne, trekkinogowe, będą bezpieczniejsze niż sandały. Mam nadzieję, że pomogłam :) pozdrawiam i udanej podróży życzę, zazdroszczę! :)

      Usuń

NEWSLETTER

Jeśli nie chcesz przeoczyć żadnego nowego wpisu - zostaw swój adres!

polecany post

mapa

mapa