,

Moja Moskwa - o najbardziej skrajnych emocjach jakie mogą pojawić się w człowieku.

1/03/2016

Nad samym ranem pełna obaw, niepokoju i niepewności, ale podekscytowana poleciałam do Moskwy. Mój pierwszy samotny wyjazd wyjazd za granice do jednej z największych metropolii świata. Wielka walizka, plan wycieczki, przewodniki, mapy i ja. No i trochę ciuchów (czyt.: bardzo dużo ciuchów i to niepotrzebnych ciuchów).
Na lotnisku Pani z obsługi widząc moją walizkę zapytała twierdząco „klasa biznes, tak?”. Nie, niestety nie, ale walizka robi wrażenie, więc jest szansa na poznanie miliardera wracającego z biznesowego spotkania z Warszawy (w Moskwie jest podobno największa liczba miliarderów na świecie). Czekając przy swoim „gejcie” doszłam do wniosku, że szanse na poznanie miliardera są marne, gdyż wokół mnie na krzesełkach siedziały same kobiety, grupa studentów i jeden młody chłopak - pomyślałam od razu - w razie, czego on mi pomoże na lotnisku. W niecałe dwie godzinki doleciałam do Moskwy. Z okien samolotu dojrzałam już malutką cerkiew z pięknymi kopułami. Już na lotnisku Szeremietiewo zauważyłam pierwszych Rosjan - biednych i smutnych. Z lotniska bez żadnego problemu przeszłam na peron pociągu Areoexpress, który w 35 minut dojeżdża do centrum Moskwy, za jedyne 320 rubli. Na lotnisku wszystkie oznaczenia są po angielsku, więc nie można się pogubić, ale ciężko było porozmawiać z obsługą lotniska po angielsku - pomyślałam sobie, no pięknie, jak ja się tu dogadam. Przy kioskach z biletami na pociąg poznałam dwie starsze panie, które również skorzystały  z promocji LOT-u i jadą do Moskwy na 4 dni, a później do Sankt Petersburga. Czekając godzinę na pociąg w hali lotniska, zastanawiałam się jak będzie w tej Moskwie i co się wydarzy. W pociągu usiadłam obok nowo poznanych koleżanek i całą drogę opowiadałyśmy sobie o tym, co zamierzamy zobaczyć w Moskwie, co zwiedzić. Wymieniłyśmy się uwagami i obawami związanymi z pobytem w tej rosyjskiej metropolii. Okazało się, że te panie tylko trochę znają rosyjski, angielskiego w ogóle, pomyślałam sobie, że jak chce się zwiedzać świat to i bez znajomości języka można to robić, bo jak się czegoś bardzo pragnie, to nic nie jest w stanie nas ograniczyć. Podróż pociągiem minęła szybciutko. Jadąc, przez okno pociągu podziwiałam podmoskiewski krajobraz - pełen blokowisk, fabryk, hut, starych baraków i przemysłowych magazynów. W Moskwie zimno tylko 11 stopni, a walizce same letnie rzeczy. 
Zauważyłam na peronie tego studenta z samolotu, od razu podeszłam do niego i poprosiłam o pomoc przy zakupie biletu na metro. Wyszliśmy przed Belorusskiy dworzec, zapaliliśmy papierosa - i tak się poznaliśmy. Tomek, dziennikarz polskiej stacji telewizyjnej, studiował w Moskwie przez parę lat, a teraz przyleciał na pół roku na kolejne studia. Jak mówił: bo kocha to miasto. Tomek był pełen podziwu, że przyleciałam sama i że sama zamierzam zwiedzać to wielkie miasto. Razem udaliśmy się do metra - stacja Belorusskaya. Zakupiliśmy bilety w kasie - ja ten na 20 przejazdów za 520 rubli. Wsiedliśmy do metra, nie przestając rozmawiać. Ku mojej uciesze Tomek zaproponował, że może pokazać mi miasto. Wymieniliśmy się szybciutko telefonami, po czym Tomek wysiadł na swojej stacji, a ja pojechałam dalej.  Gdy dojechałam do swojej stacji i wyszłam z podziemia, przeraziłam się. Ulica Tverskaya, która na mapie wyglądała na małą uliczkę, okazała się wielką wielopasmowa ulicą, jedną z większych w Moskwie. Budynki - każdy z innej epoki, w innym stylu, głośno i dużo pędzących samochodów. I tak szłam z tą wielką walizką, tą wielką ulicą, nie mając pojęcia gdzie tak naprawdę jestem. Byłam już zdenerwowana, że tak idę i idę i nie wiem gdzie jestem. Chciałam jak najszybciej znaleźć swój hostel. Oczywiście miałam problem żeby znaleźć ulicę Petrovkę, na której mieścił się mój hostel Shelter (cena za nocleg w hostelu w jednoosobowym pokoju około 150 zł prawie tyle co w Polsce w pensjonacie lub 3 gwiazdkowym hotelu). Poprosiłam dwie starsze Rosjanki o pomoc, matkę i córkę. Niesamowite - kobiety kłóciły się między sobą gdzie mam iść. Jedna mówiła, że w prawo, a druga, że w lewo. Pomyślałam no nieźle, nawet Moskwianie nie znają swojego miasta. W sumie to nie dziwne skoro to takie duże miasto. I tak przez 2 godziny szukałam swojej ulicy i hostelu, chodząc bocznymi uliczkami między ulicą Tverskaya a Petrovka raz w górę, raz w dół. Miałam dość, przeklinałam na cały głos, byłam wściekła na siebie, że przyleciałam sama, bo już zaczynają się jakieś schody - nikt nie zna angielskiego, a ja nie znam rosyjskiego. I w końcu nawigacja zaprowadziła mnie do hostelu. Hostel jak hostel, ale jak się później okazało w samym centrum miasta. I teraz uwaga: pokój bez okna! oglądając zdjęcia hostelu na stronie booking.com w życiu nie wpadłabym na to aby zwracać uwagę na to czy na zdjęciu jest okno! Pokój bez okna wyglądał gorzej jak cela więzienna i 150 zł za noc! szaleństwo! Obsługa fatalna. Szybciutko się przebrałam i wysłałam sms do Tomka, że już jestem gotowa. Niestety sms nie dotarł, bo okazało się, że muszę się jeszcze zarejestrować w jakieś moskiewskiej sieci komórkowej. Tomek nie odpisywał, pewnie źle zapisałam jego numer i sms nie dotarł. Trudno, przyleciałam sama, więc będę zwiedzać sama. Ruszyłam do metra - stacja Teatralnaya. 
Idąc ulicą Petrovka, na której mieszkałam, mijałam butki Diora, Chanel oraz jakieś hotele. Po lewej stronie ukazał się CUM (Centralnyj Uniwersalnyj Magazyn) to najelegantsza galeria handlowaw Moskwie, z butikami Gucci, Prada. Pomyślałam, tak mieć teraz dużo kasy i zaszaleć sobie na zakupach. Minęłam CUM i doszłam do dużego Placu Teatralnego z małą fontanną na środku. Największy i najpiękniejszy budynek na placu to Teatr Bolszoj. W Moskwie działa kilkaset teatrów - ale najważniejszym jest Teatr Bolszoj, który jest jednym z najlepszych na świecie teatrów operowo - baletowych. Żałuje, że jeszcze nie ma sezonu, bo wieczór w moskiewskiej operze, w Teatrze Bolszoj, byłby chyba najlepszym muzykalnym przeżyciem w moim życiu. Ale już wiem co zaplanuje na następny wyjazd. Tuż obok Teatru Bolszoj mieści się Teatr Mały, a za nim Muzeum Sztuki Współczesnej z liczną kolekcją obrazów Picassa, Salvadora Dali. Po drugiej stronie placu za ulicą Teatralną mieści się Plac Rewolucji z Pomnikiem Karola Marksa, z jego lewej strony najbardziej znany w Moskwie Hotel Metropol. Idąc dalej, po prawej stronie jest Plac Maneżowy z budynkiem Maneż, w którym obecnie odbywają się światowe pokazy mody i międzynarodowe wystawy. Na Placu Maneżowym znajduje się ciekawa fontanna z rumakami oraz wystająca kopuła kuli ziemskiej podziemnej galerii handlowej Ohotnyj Rjad. Do Placu Maneżowego przylega ulica Ohotnyj Rjad, która przy placu krzyżuje się z ulicą Twierską, tą, którą szłam z walizką. To tu się zaczyna, ta jedna z największych ulic Moskwy. Na skrzyżowaniu tych ulic, po prawej stronie znajduje się szary gmach - budynek Dumy Państwowej. Po lewej Hotel Moskwa, który był zburzony i wybudowany na nowo, tak jak wiele innych budynków w tym mieście. Z Placu Maneżowego wchodzi się na Plac Czerwony. Wszystkie te trzy place rozciągają się wzdłuż murów Kremla. Każdy plac ma swoją stację metra: Teatralnaya, Ohotnyj Rjad i Plac Revoljucii. Idealnie! Lepszej lokalizacji chyba nie mogłam mieć. Samo centrum, tylko 5 minut do Placu Czerwonego i metra.
salon DIOR Moskwa Rosja 
wszędzie tylko DIOR I CHANEL Moskwa Rosja 
Teatr Boszloj Moskwa Rosja 
Plac Teatralny Moskwa Rosja
Plac Teatralny Moskwa Rosja
Zachwycona lokalizacją udałam się do metra - na pierwszą samotną przejażdżkę moskiewskim metrem. W metrze stojąca pod ścianą policjantka, zauważyła mnie obłożoną dwoma mapami - Moskwy i metra. Zapytała gdzie chce dojechać, po czym wytłumaczyła gdzie mam wsiąść i gdzie się przesiąść. Miło. Po pierwszym dniu mam wrażenie, że w Moskwie jest więcej policji niż turystów. Na każdej stacji metra mijałam policję i to nie jeden patrol ale kilka. To dopiero pierwszy dzień, więc mogę się mylić. Obłożonym metrem udałam się do stacji WDCH, na zwiedzanie WCC - pierwszego punktu z mojego czterodniowego planu wycieczki. Przy stacji metra WDCH wznosi się olbrzymi budynek, w którym mieści się Hotel Kosmos, brzydki i faktycznie kosmiczny. Szybciutko udałam się do WCC to Ogólnorosyjski Ośrodek Wystawowy. Dawniej Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej ZSRR. Wielki kompleks wystawowy położony na ponad 200 ha. Był piątek popołudniu a ludzi mnóstwo. Moją uwagę od razu zwrócił wielki około stumetrowy Pomnik Kosmonauty. Strzelająca w niebo rakieta, robi na prawdę ogromne wrażenie. Podobno Moskwianie żartobliwie nazywają go - marzeniem impotenta. W kompleksie również Dom Narodów Rosji z Pomnikiem Lenia. Liczne pawilony poświęcone republikom radzieckim - każdy z innej epoki, tak jak architektura całej Moskwy. Z kompleksu widać przedzierającą się między pawilonami ponad pięćset metrową wieżę telewizyjną Ostankino. To druga, co do wielkości na świecie wieża telewizyjna. Po środku kompleksu piękna Fontanna Narodów, diabelski młyn, karuzele i liczne bazary z pamiątkami. Jednym słowem niedzielne, kiczowate centrum rozrywki. Wstęp bezpłatny, czynne do 22.00.
Centrum Rozrywki WDCH Moskwa Rosja
Centrum Rozrywki WDCH Moskwa Rosja
Centrum Rozrywki WDCH Moskwa Rosja
Centrum Rozrywki WDCH Moskwa Rosja
Centrum Rozrywki WDCH Moskwa Rosja
Centrum Rozrywki WDCH Moskwa Rosja
Centrum Rozrywki WDCH Moskwa Rosja
Było bardzo zimno, więc wróciłam do hostelu się przebrać. W tym czasie odezwał się Tomek. Ale się ucieszyłam. Umówiliśmy się na wieczorny spacer pod Teatrem Bolszoj. Moje pierwsze wrażenia- jest zimno, dużo ludzi, szaro i ponuro. A może to tylko pogoda tak wpływa na moje odczucia. W metrze bieda, a na ulicach luksus. W metrze starsi mężczyźni ze złotymi zębami, a na ulicach w Bentleyach, Rolls-Roycach nowobogaccy Rosjanie - ze złotymi, ale łańcuchami na szyjach. Złoto w Moskwie wszechobecne. Moskiewskie metro ma 11 linii, 180 stacji i wciąż je rozbudowują. Stacje metra te stare są zniszczone, ale piękne, a te nowe - zadbane i czyste. Każda stacja metra ma osobne wejście i wyjście, w sumie nie dziwne jak prawie 9 mln mieszkańców jeździ codziennie metrem, to gdyby tak wszyscy chcieli wejść i wyjść jednym wejściem - to byłby niezły kocioł. W metrze czułam się bezpiecznie. Na każdej stacji policja. Byłam ostrożna i pilnowałam torebki, tak jak robię to jeżdżąc metrem po Warszawie. Metro jest do ogarnięcia mając plan w ręku. Ale lepiej zaufać swojej intuicji i instynktowi niż pytać Moskwian o drogę. Moskwianie mając przed oczami moją mapę i plan metra nie byli w stanie mi pomóc. Tomek wytłumaczył mi, że Moskwianie znają tylko swoją trasę - z domu do pracy i inne stacje ich nie interesują. Ubrałam się cieplej i pobiegałam pod Teatr Bolszoj, przed którym na zewnątrz odbywała się jakaś próba teatralnej orkiestry. Nie miałam pojęcia dlaczego grają na zewnątrz, tym bardziej, że sezon w teatrze rozpoczyna się dopiero 8 września. Pod teatrem tłumy ludzi, rozłożonych na ławkach i fontannie. Wszyscy stoją, rozmawiają, śmieją się i popijają wódkę i inne trunki domowej roboty w plastikowych butelkach. Jak dobrze, że poznałam Tomka. Tomek od razu zapytał jednego z uczestników, o co chodzi. Okazało się, że raz w roku mieszkańcy jakiegoś podmoskiewskiego okręgu, spotykają się pod teatrem i sobie świętują. Hmm... Udaliśmy się na Plac Czerwony. Okazało się, że Dzień Moskwy, który miał być tylko w pierwszą niedzielę września, w przeciągu kilku lat stał się tygodniowym, wielkim moskiewskim festiwalem, z festiwalem militarnym na Placu Czerwonym i licznymi imprezami towarzyszącymi. Tak, więc Plac Czerwony w dniu dzisiejszym był zamknięty.
Nasz spacer zaczęliśmy od Placu Maneżowego. Spacerowaliśmy popijając napój energetyczny. Podobno w Moskwie można pić alkohol idąc ulicą, to mnie zaszokowało i co ciekawe - nie widziałam pijanych ludzi. Tak sobie spacerowaliśmy w blasku pięknie oświetlonych ulic Moskwy. Byliśmy przy gmachu Biblioteki Narodowej im. Lenia. Główną drogą doszliśmy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Gmach ministerstwa jest jedną z siedmiu tzw. „Sióstr Stalina”. Wybudowane na zlecenie Stalina na wieczną chwałę Związku Radzieckiego. Kolejne stalinowskie „torty” to Ministerstwo Rolnictwa, Hotel Pekin i Hotel Ukraina, dwa biurowce i największy Uniwersytet Moskiewski. Budowle widać z każdego miejsca w Moskwie, przeplatają się w panoramie Moskwy, raz jeden, raz drugi. Więc w Moskwie miałam namiastkę Warszawy. Szliśmy spacerkiem starym Arbatem, pełnym kafejek i sklepików z pamiątkami. Urocze miejsce. Skręciliśmy do lśniącej nawet nocą złotymi kopułami Cerkwi Chrystusa Zbawiciela. To największa prawosławna cerkiew na świecie, a zarazem najważniejsza cerkiew Moskwy. Ma niesamowitą historię. Obecna została wybudowana 1995 roku. Wcześniejsza została wysadzona w powietrze przez Stalina, a na jej miejsce wybudowano ogromny basen miejski, który w latach 80-tych zburzono, by znowu wybudować na jego miejscu świątynie. Cerkiew na prawdę robi wrażenie. To ta cerkiew gdzie dziewczyny z Pussy Riot wykonały swój pamiętny występ, za który właśnie parę dni temu zostały skazane chyba na 2 lata więzienia. Odbiliśmy w kierunku rzeki. Było cudownie. Moskwa nocą przepiękna. Na jednym z brzegów rzeki stoi największy w Moskwie około 100 metrowy Pomnik Piotra I Wielkiego. Monumentalna rzeźba przedstawia Piotra I Wielkiego. Jednak w oryginale był to Krzysztof Kolumb na hiszpańskim okręcie. Po wymianie głowy Kolumba na Piotra I, władze Moskwy postanowiły postawić ten pomnik z okazji 300-lecia istnienia rosyjskiej floty. Pomnik wciąż wzbudza kontrowersje. Tak powoli poznawałam i Moskwę i Tomka. I on i ona - wzbudzali moje coraz większe zainteresowanie. Nasz spacer skończyliśmy siedząc na murku przy metrze Park Kultury. Tomek opowiadał mi o katastrofie smoleńskiej. Leciał z innymi dziennikarzami tym drugim samolotem, w dniu kiedy stała się ta tragedia. Pożegnałam się z Tomkiem, nie wiedząc nawet czy kolejny dzień znowu spędzimy razem czy nie. Wróciłam sama metrem chyba o pierwszej w nocy. W metrze, nawet w nocy czułam się bezpiecznie.
Moskwa Rosja
 Moskwa Rosja
 CUM Moskwa Rosja
Cerkiew Chrystusa Zbawiciela Moskwa Rosja
Jedna z tzw Sióstr Stalina - to chyba jakieś Ministerstwo było Moskwa Rosja
Ogromy Pomnik Piotra Wielkiego Moskwa Rosja
Ogromy Pomnik Piotra Wielkiego Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
A jakie wrażenia po pierwszym dniu? Nocny spacer wzdłuż nabrzeża rzeki Moskwy spowodował, że moje wrażenia o Moskwie nagle się zmieniły. Moskwa nocą jest piękna i o dziwo bardzo romantyczna. To miasto tętni życiem w każdym miejskim zakamarku. Nocą nie śpi. Nocą nie czuje się, że jest noc. Na ulicach jest pełno ludzi i pełno pędzących samochodów. Pięknie oświetlone budynki, mienią się różnokolorowymi światłami. Wiele mijających nas osób niosło bukiety kwiatów. Podobno w Rosji wręczanie kwiatów jest bardzo popularnym zwyczajem. Wręcza się je bardzo często, przy każdej nawet najmniejszej okazji. Kwiaciarnie są tu czynne całą dobę. Rosjanie jak już wcześniej wspomniałam nie znają angielskiego, dlatego sprawiają wrażenie ludzi zamkniętych. Ale jak tylko Tomek po rosyjsku zapytał kogokolwiek o drogę, to już nie mogliśmy się potem od kogoś takiego odgonić. Jeśli znamy rosyjski, to Rosjanie okażą się bardzo otwartymi, sympatycznymi i pomocnymi ludźmi. Bardzo żałuję, że nie znam rosyjskiego.
Moskwa nie ma określonego oblicza. Taki miszmasz. Spacerując po Moskwie ma się wrażenie takiego chaosu architektonicznego. Trudno uchwycić dobry kadr, bo nawet nie wiadomo, co fotografować. To miasto liczy ponad 900 lat. Mieszają się w nim wszystkie style architektoniczne. Nawet na jednej tylko ulicy można spotkać budynki z pięciu różnych epok, a na tle moskiewskiego nieba widać kolorowe kopuły średniowiecznych cerkwi, igły stalinowskich powojennych wieżowców i wyrastające jak grzyby po deszczu nowoczesne, szklane, putinowskie drapacze chmur. Najsmutniejsze jest chyba to, że burzy się dużo starych budynków, a na ich miejsce stawia się nowe. Wielka szkoda, bo za jakiś czas, Moskwa będzie zbyt współczesna i nowoczesna, a taka przecież nie jest. Moskwa jest duża i rozległa, poprzecinana wstęgami rzeki Moskwy. To stare miasto, ale widać dynamikę współczesnych zmian i tempo w jakim się rozwija. Moskwa jest trochę zaniedbana, ale na ulicach jest bardzo czysto. Przez ten architektoniczny bałagan Moskwa nocą jest chyba piękniejsza niż za dnia. Z drugiej strony, ta rozmaitość stylów jest rajem dla oczu, dla moich na pewno. Czy mogłabym tu zamieszkać? Jeszcze tego nie wiem. Na pewno warto tu przyjechać, zobaczyć to wszystko na własne oczy. Przeżyć to wszystko, bo nie da się tego nawet opisać. I już wiem, że 4 dni to zdecydowanie za mało. Ale mam nadzieję, że zobaczę wszystko to, co zaplanowałam.
Kolejny dzień. I znowu zimno. Nie czekając na wiadomość od Tomka udałam się na Plac Czerwony z nadzieją, że tym razem uda mi się tam wejść. Niestety na Plac Czerwony i na Kreml wpuszczali tylko z jakimiś specjalnymi wejściówkami. Próbowałam zagadać chyba z 10 osób i po polsku i po angielsku, niestety nikt nie był w stanie mi powiedzieć, co to są za zaproszenia. Nie byłam pewna czy to bilety, które trzeba mieć na Kreml czy jakieś specjalne wejściówki. Ulicą Nikolaskaja udałam się do drugiego wejścia na Plac Czerwony, jednak tam też nie udało mi się wejść. Swoją drogą piękna ta uliczka. Tak stojąc w tłumie, totalnie zrezygnowana usłyszałam „do you speak English?” Odezwało się moje "zbawienie". Brazylijskie małżeństwo, spytało się mnie czy wiem, o co chodzi. Miałam nadzieje, że to oni odpowiedzą mi na to samo pytanie. Chwilę postaliśmy razem przy obstawionym przez policję wejściu, pełnym Moskwian z wymachującymi w rękach zaproszeniami. Przeżywaliśmy to, że tak ciężko się dogadać po angielsku. To małżeństwo parę miesięcy temu było w Polsce - powiedzieli, że Polacy są super, otwarci, komunikatywni, znają angielski, a tu, pytając się o cokolwiek, ludzie stoją jak niemowy, żadnej reakcji, nawet nie popatrzą na ciebie. Gdy już tak ponarzekaliśmy, postanowiłam, że nie będę marnować czasu i wrócę później. Może jutro będzie można wejść. Zorientowałam się, że mam rozładowaną baterię w aparacie, więc udałam się na chwilę do hostelu, podładować aparat i ubrać się cieplej. Po drodze do hostelu, zagadałam ubranego po europejsku faceta, który rozstawiał jakiś bazar na imprezę. I w miarę mi wszystko wytłumaczył, po angielsku. Okazało się, że ten festiwal trwa cały tydzień i na wybrane dni obowiązują specjalne imienne wejściówki, które kosztują około 1500 rubli za 1 dzień.


Plac Czerwony Moskwa Rosja
Plac Czerwony Moskwa Rosja
Plac Czerwony Moskwa Rosja
Plac Czerwony Moskwa Rosja
Plac Czerwony Moskwa Rosja
Udałam się na Placu Łubianki, na którym znajduje się duży, pomarańczowy gmach - Łubianka. To byłe KGB i NKWD a w okresie stalinowskiego terroru - miejsce straceń wielu prześladowanych, w tym wielu Polaków. To stąd wywożono więźniów do sowieckich łagrów. Niektórzy już tu kończyli swoją życiową drogę. Obecnie siedziba rosyjskich służb specjalnych. Na placu, przed gmachem duży głaz - Pomnik Ofiar Terroru. Chwila zadumy. Idąc parkiem na Placu Nowym i Starym minęłam czerwony budynek Muzeum Historii Moskwy i gmach Muzeum Techniki. Doszłam do skrzyżowania i szukałam ulicy Varvarka. To najstarsza ulica Moskwy. A że ulica sąsiaduje z Kremlem również była zamknięta. Cholera jasna nigdzie nie mogę wejść, co z moim planem zwiedzania! Ulica obstawiona bramkami z chyba dziesięcioma policjantami, którzy przez 15 minut tłumaczą mi po rosyjsku, że nie wejdę, ale wpuszczają bez problemu innych ludzi. Powiedziałam im, że muszę wejść, że zrobię tylko jedno zdjęcie i wrócę. I mnie w końcu wpuścili - śmiejąc się przy tym pod nosem. Tutejsza policja jest niesamowita - są niby jakieś zakazy, a i tak ich nie przestrzegają, więc po co to wszystko? żeby armia zatrudnionych policjantów miała jakąś pracę, zajęcie? Całkiem możliwe. Uliczka bardzo spokojna, pewnie dlatego, że zamknięta. Sprawiała wrażenie takiej opuszczonej. Po drodze minęłam kilka ciekawych obiektów: Muzeum Historyczne, Znmienskiej Monastyr - Klasztor męski, Cerkiew Maksyma Błogosławionego, Cerkiew Jerzego, Stary Dwór Angielski, a na końcu po lewej malutką Cerkiew Barbary. Doszłam do Mostu Moskworieckij i znowu napotkałam obstawę policjantów. Most zamknięty, nie przejdę. Policjant powiedział mi, że jest impreza na Kremlu i nie ma przejścia. Bogatsza o ostatnią sytuację z policjantami, stanowczym krokiem udałam się do najdalej stojącego z boku policjanta. Pewna siebie podeszłam do niego, ściągnęłam okulary słoneczne i z czarującym uśmiechem powiedziałam mu, że muszę wejść i użyłam kilku wyuczonych rosyjskich zwrotów grzecznościowych. Zrobiłam to tak zalotnie, że chyba każdy policjant by się rozczulił. Policjant tylko delikatnie kiwnął głową, wskazując miejsce gdzie mam przejść. Udało się. Moim oczom ukazała się ta najpiękniejsza, bajkowa, kolorowa - Cerkiew Wasyla Błogosławionego. Cudo. To najsłynniejsza cerkiew Moskwy, to symbol Moskwy. Siedem kolorowych kopuł oznacza siedem zwycięstw nad Tatarami. A legenda głosi, że Ivan Groźny, kazał oślepić budowniczych by ci nie byli w stanie, już nigdy więcej wybudować tak pięknej budowli. Gdy już nacieszyłam swoje oko bajkową budowlą, udałam się na most Moskworieckij, na którym nie było żadnego samochodu, bo przecież był zamknięty. To była frajda, bo pewnie w normalny dzień, jeździ tu mnóstwo samochodów. Mostem przeszłam rzekę podziwiając przepiękną panoramę Kremla. Idąc brzegiem rzeki doszłam do Cerkwi Chrystusa Zbawiciela, którą wczoraj wieczorem podziwiałam spacerując z Tomkiem. W dzień chyba jest piękniejsza. Za Cerkwią jest bardzo ładny most a na nim garstka turystów, fotografująca się na schodach cerkwi młoda para oraz grupa młodych mężczyzn pijących sobie szampana. Zmarznięta udałam się do środka cerkwi żeby trochę się ogrzać. W środku pięknie, najróżniejsze ikony, kaplice, ołtarze i palące się świeczki. Kupiłam też jedną świeczkę, zapaliłam ją i się pomodliłam. Zrobiłam kilka zdjęć mimo, że był zakaz, ale przyłapał mnie ochroniarz. Chciał mi zabrać telefon i już trzymał go w ręku. Pytał skąd jestem i mówił tylko „delete”. Więc mu spokojnie, ale z bijącym sercem wyjaśniłam, że telefon mam w ręku, bo ktoś cały czas do mnie dzwoni. Trochę się wystraszyłam, więc po tej akcji opuściłam kaplicę. Zadzwonił Tomek i oznajmił, że już do mnie jedzie. Usiadłam sobie na tyłach cerkwi, zapaliłam papierosa i oczywiście ochrona zwróciła mi uwagę, że palę w tym miejscu, ale inni niedaleko mnie mogli sobie pić szampana. Ach ta Moskwa. Czekałam na Tomka. Było zimno, a przed nami jeszcze połowa dnia na zwiedzenie. Tomek dotarł uśmiechnięty i opatulony w kurtkę przeciwdeszczową. Z mostu przy cerkwi zeszliśmy do rzeki i znowu spacerkiem ruszyliśmy przed siebie podziwiając Moskwę i rozmawiając o niej i o wszystkim - o życiu, pracy, związkach, podróżach i marzeniach. Doszliśmy do Pomnika Piotra I Wielkiego, który również wczoraj miałam okazje już widzieć na naszym nocnym spacerze. Minęliśmy Nową Galerie Triatowską, aż doszliśmy do wejścia do Parku im. Gorkiego. Ogromny park, takie robotnicze centrum weekendowego odpoczynku. Na około 100 ha mieszczą się kolejki, sztuczne stawy, karuzele, diabelski młyn, wypożyczalnia rowerów, a przy rzece prom kosmiczny Buran. Trochę się rozczarowałam tym Buranem, bo byłam święcie przekonana, że to duży statek kosmiczny, a okazało się, że to jakaś taka mała rakieta ze stymulatorem lotów w 3D. Może dla facetów to coś imponującego, natomiast dla mnie, nuda. I znowu tłumy ludzi. Impreza masowa. Dopiero tu zauważyłam ile w Moskwie jest Czeczenów i innych mieszkańców byłych republik radzieckich. A co wzbudziło moją ciekawość? Otóż Rosjanie uwielbiają fotografować się z wodą - fontanny, rzeka, jakakolwiek woda - pozują i młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni. Mieliśmy niezły ubaw obserwując to, co dzieje się przy dużej fontannie. Wyszliśmy z parku, a na przeciwko wejścia niezwykłe Muzeum Monumentalnych Pomników - pamiątek komunizmu. Stoją w nim figury Lenina, Stalina i innych ważnych osobistości. Byliśmy głodni, więc skoczyliśmy do Burger Kinga na hamburgera. Po jedzeniu chciało nam się pić, więc szukaliśmy sklepu, w którym dostalibyśmy jakieś piwko. Był problem, bo jak w Moskwie odbywają się imprezy masowe, to nie można nigdzie dostać alkoholu. Mało tego alkoholu, nie można też pokazać, więc półki z alkoholem pozakrywane są jakimiś płachtami.

Łubianka Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
ta najpiękniejsza czyli Ceriew Wasyla Błogosławionego Moskwa Rosja
Kreml Moskwa Rosja
Kreml Moskwa Rosja
Kreml Moskwa Rosja
Kreml Moskwa Rosja
Kreml Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
Kolejny cel wycieczki - Wrobolove Gory. Szliśmy znowu brzegiem rzeki i odbiliśmy do miasta
w poszukiwaniu sklepu spożywczego. Po drodze trafiliśmy na nowoczesny budynek Akademii Nauk. Na osiedlu znaleźliśmy obskurny sklepik w bloku, kupiliśmy po piwku i dalej w drogę...(tutaj już sprzedawali) Byłam już zmęczona, bolały mnie nogi i stopy, zrobiliśmy dziś chyba z 20 km. Szliśmy znowu wzdłuż rzeki i co jest niesamowite, idąc rzeką traci się orientację. Rzeka jest zakręcona i sprawia, że idąc cały czas prosto mamy wrażenie, że wszystkie budowle, które mijamy zmieniają swoje położenie. Raz jakiś budynek miałam z prawej strony i idąc niby dalej prosto w moim odczuciu, za chwilę widziałam go już z lewej strony. Myślałam, że w Moskwie tylko w metrze można stracić orientację. Po długim, ale jakże przyjemnym spacerze doszliśmy do placu widokowego na Wrobolovych Gorach. Z punktu widokowego rozpościera się przepiękny widok na Moskwę.
W słoneczny dzień można ujrzeć wszystkie zabytki Moskwy: Kreml, Biały Dom, Klasztor Nowodewiczyj, Wieżę Ostankino. Na pierwszym planie widok na Stadion Olimpijski Łużniki - jeden z największych na świecie kompleksów sportowych. Panorama na miasto przepiękna. Rozłożyliśmy moją wielką mapę, w końcu wszystko mogę sobie poukładać w głowie, co gdzie jest i gdzie byłam.
A po drugiej stronie ulicy, największy ze stalinowskich budynków - Uniwersytet Moskiewski im. Łomonosowa. Ten moloch ma 35 pięter i 240 m wysokości. Wygląda imponująco. Ostatni punkt wycieczki Cyrk. Odbiliśmy za Uniwersytetem do drogi głównej i od razu naszym oczom ukazał się Cyrk. Największy Cyrk na świecie, 5 ruchomych aren. Wspominam ten cyrk tylko dlatego, żeby opisać to, że wszystko co jest w przewodnikach należy podzielić na 10. Każdy jest inny i każdy ocenia rzeczywistość pod swoim kątem. Mieliśmy niezły ubaw, kiedy zamiast wielkiego cyrku, pojawił się na horyzoncie jakiś szary okrągły barak. Tomek przez cały wieczór śmiał się ze mnie, że chciałam zobaczyć cyrk, a tu taka porażka. Przyznam, że sama się z siebie śmiałam. Z uśmiechami na twarzach udaliśmy się do pobliskiego Auchan po żelazko dla Tomka. W sklepie może większy bałagan na półkach niż u nas, ale ceny podobne jak w Polsce. Była to duża galeria handlowa, więc poprosiłam Tomka, żebyśmy jeszcze skoczyli do kina zobaczyć ceny (obecnie zawodowo związana jestem z kinem) No i bilety są wiele drożej niż w Polsce. Bilet od 300 rubli do nawet 1000 rubli za film w godzinach wieczornych. Przy galerii wsiedliśmy do metra - stacja Univeristet i każdy pojechał w swoją stronę. Ta linia przejeżdża przez most, a z mostu piękny widok na Moskwę i Worobiowe Gory. To był tak fantastyczny dzień, że zapomniałam o pokazie sztucznych ogni, które w dniu dzisiejszym miały być nad Kremlem. Podobno cudne. Wysiadłam na Placu Teatralnym i jeszcze udałam się na Plac Czerwony z nadzieją, że może tym razem uda mi się wejść. Festiwal wciąż trwał, wejście na plac zamknięte. Zapytałam policjanta czy dziś będzie można jeszcze wejść, jak skończy się impreza, odpowiedział, że nie. Gdy tylko obróciłam się na pięcie, policja zaczęła składać bramki i można było wejść. I znowu złapałam się za głowę - o co chodzi? Czy oni są aż tak niedoinformowani? Ale byłam wkurzona. Dobrze, że się obróciłam. No i weszłam na Plac Czerwony. Nie przypominało to placu, bo wszędzie rozstawione były jakieś budy, namioty i stragany, a na środku wielkie trybuny dla widowni. W Mauzoleum Lenina nie byłam, gdyż na czas festiwalu zostało ono zamknięte. Szkoda, bardzo mi na tym zależało. Więc dopisałam Mauzoleum do listy atrakcji, które muszę zobaczyć jak przyjadę następnym razem, bo wiem już, że przyjadę. Za Mauzoleum dojrzałam groby, które rozciągają się wzdłuż murów Kremla (groby Breżniewa, Gagarina, Stalina itd.). Plac nie jest taki duży jak myślałam. Na Placu Czerwonym słynny GUM (Gławnyj Uniwiersalnyj Magazin) z butikami: Louis Vuitton, Sonia Rykiel itd., Muzeum Historyczne i Cerkiew Kazanskij Sobór. Dodam, że na Placu jest ta najpiękniejsza Cerkiew Wasyla Błogosławionego, przed którą cały czas gromadzą się tłumy turystów. Zrobiłam kilka zdjęć i wyszłam głównym wejściem, kierując się w stronę Parku Aleksandrowskiego ciągnącego się pod murami Kremla. Przy wejściu na Plac znajduje się płyta z oznaczeniem kilometrów innych miast od Moskwy. Podobno należy na niej stanąć i rzucić za siebie monetą. To tak na szczęście. I tak każdy rzucał, a jakiś biedak sobie zbierał te monety. Ciekawe ile rubli nazbiera tak w ciągu jednego dnia. Rzuciłam monetą i ja. Udałam się do Grobu Nieznanego Żołnierza. Dwóch stojących na warcie żołnierzy, płonący znicz, a za pomnikiem, Pomniki Miast, które nie poddały się w czasie wielkiej Wojny Ojczyźnianej m.in. Kijów, Mińsk. Przy Grobie Nieznanego Żołnierza grupa młodych Moskwian zagadała mnie po rosyjsku. Nie znali angielskiego, ale jedna dziewczyna coś tam próbowała tłumaczyć, co mówił jej chłopak, który strasznie się mną zainteresował - pytał skąd jestem, czy mi się podoba Moskwa. Było bardzo sympatycznie. Wróciłam do hostelu. To był męczący, ale wspaniały dzień.
Moskwa Rosja
JPG Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
CUM Moskwa Rosja
Wrażenia po kolejnym dniu? Hmm... Mam już swój sposób na Moskwę, o wszystko pytać innych turystów, jest większa szansa, że znają angielski. Generalnie jest bardzo mało turystów, ale turyści wzajemnie sobie pomagają. Spotkałam kilku Polaków, ale chyba najwięcej Rosjan i Japończyków.
A Rosjanie? Rosjanki są piękne i biegają w szpilkach po nierównych, dziurawych ulicach. Faceci niestety do przystojnych nie należą. Mam wrażenie, że Moskwianie są smutni i zamyśleni, ale tacy prawdziwi i naturalni, bez udawania, bez nadęcia, serdeczni. Kochają muzykę i taniec, na każdym kroku słychać muzykę, na ulicach grają różne kapele. Rosjanie nie uśmiechali się do mnie. A kto mnie zna to wie, ze chodzę cały czas uśmiechnięta, tym bardziej w nietypowych i trudnych sytuacjach się uśmiecham, żeby było miło. Nawet jak w hostelu zamiast rano powiedzieć „dzień dobry” powiedziałam „dziękuję” po rosyjsku, roześmiałam się na głos, a pani z obsługi z grobową twarzą, jakby tego nie usłyszała. Taki smutny raczej naród. Z jednej strony zamknięci w stosunku do innych, a z drugiej strony jak Tomek z kimkolwiek rozmawiał, to nie mogliśmy odejść, takie gaduły. Może to kwestia języka. A może nie powinnam tak oceniać Rosjan. Mają swój świat, do którego trudno się dostać. Są tacy jak ich Moskwa, niedostępna dla wszystkich, ale otwarta dla wybranych. Rosjan i Moskwę nie jest łatwo poznać a tym bardziej zdobyć. Rosjanie dzielą się na tych biednych - co jeżdżą metrem i tych bogatych, którzy kupują od policji „koguty” żeby móc jeździć swoimi luksusowymi samochodami po wydzielonych na jezdni pasach - pasach dla uprzywilejowanych. Widziałam dużo ludzi w zaparkowanych samochodach. Siedzą i czytają sobie gazety, rozmawiają przez telefon, a nawet sobie smacznie śpią - kolejne dziwne zjawisko. Parkują gdzie popadnie, gdzie jest miejsce, nawet na środku skrzyżowania. Można? Można!
Wstałam dość późno. Szybko się zebrałam i pobiegłam na Kreml. Udało mi się kupić bilet gdzieś w kasie, około 350 rubli. Brama główna - Wieża Troicka, no i jestem. Kreml to centrum władzy w Rosji, siedziba prezydenta. To serce Rosji. Trzeba tu być i zobaczyć: Sobór Uspienski, Archangielski i Zwiastowania. Pałac Kremlowski, którego nie widać od strony zwiedzających. Pałac Zjazdów, Zbrojownia, Arsenał, Pałac Senacki - typowe budynki, jeden przy drugim, nawet słynny Car-Dzwon największy na świecie i Car - Armata ważąca 40 ton - nie zrobiły na mnie wrażenia. Trochę padło i nie chciało mi się zwiedzać dostępnych cerkwi. Zrobiłam kilka zdjęć i po godzinie opuściłam Kreml. Dziś chyba jest najzimniej, jest pochmurno i deszczowo. Weszłam do podziemnej galerii Ohotnyj Rjad z kopułą w kształcie kuli ziemskiej na Placu Maneżowym żeby się ogrzać i przy okazji kupic skarpetki. Weszłam obok do sklepu pooglądać ciuchy i ceny no i kupiłam sobie sukienkę. Taka w rosyjskim stylu. Byłam już głodna, więc w budce z wyborami piekarniczymi próbowałam kupić coś do jedzenia. Było mi ciężko wytłumaczyć, że nie chcę nic słodkiego tylko coś słonego. Nawet ludzie w kolejce mnie nie rozumieli. Gapili się na mnie jak na idiotkę. Kupiłam pierwszą z brzegu bułkę, całe szczęście że była z żółtym serem. Spacerowałam po Placu Maneżowym, przy drodze znalazłam budkę sieci fast foods Temepak - kupiłam naleśnika z łosiem i czekałam na Tomka, bo właśnie się odezwał, że już do mnie zmierza. Umówiliśmy się pod stacją Ohotnyj Rjad.
Plac Maneżowy Moskwa Rosja

Kreml Moskwa Rosja
Grób Nieznanego Żołnierza Moskwa Rosja
Kreml Moskwa Rosja
Kreml Moskwa Rosja
Kreml Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
Wpadłam na pomysł, że skoro jest zimno, to może dobra pora na zwiedzanie metra. No i jeździliśmy metrem, wysiadając na najpiękniejszych stacjach. Gdy ja robiłam zdjęcia, Tomek siadał sobie na ławeczce i grzecznie czekał aż skończę. Nie poganiał mnie, nie marudził - taki facet to skarb. Było ciężko zrobić dobre zdjęcie, bo ludzi w metrze mnóstwo. A stacje są naprawdę piękne. Każda inna. Jedna pełna malowideł, inna mozaik, a jeszcze inna z pięknymi płaskorzeźbami lub rzeźbami. Każda stacja to inny moment historii Rosji. Jedna upamiętnia waleczność sowieckich żołnierzy, inna przedstawia braterstwo Rosji z innymi narodami. W moskiewskim metrze panuje specyficzny mikroklimat, bo jest słaba wentylacja. Jest bardzo gorąco i duszno. Architekci tych jednych z pierwszych stacji nie przewidzieli tego, że za parędziesiąt lat, metrem będzie jeździć 9 mln ludzi. Nowe stacje są już lepiej wentylowane. Jakie stacje warto zobaczyć? Wszystkie na 5 brązowej lini metra: Komsomolskaja żółta, pałacowa z żyrandolami, Nowosłobodskaja, Prospekt Mira, Beloruskaja, Kurskaja, Tangaskaja, Park Kultury, Kijewskaja i Krasnopriesnienskaja. Warto wybrać się również na stacje innych lini m.in. na Nowokuznieckaja, Awtozawodskaja. Mi najbardziej podobała się stacja Komsomolskaja.

Moskiewskie Metro Moskwa Rosja
Moskiewskie Metro Moskwa Rosja
Moskiewskie Metro Moskwa Rosja
Moskiewskie Metro Moskwa Rosja
Moskiewskie Metro Moskwa Rosja
Jeżdżąc metrem wysiedliśmy na stacji Park Pobiedy. Mocno padało, więc musieliśmy się gdzieś schować i przeczekać deszcz. Usiedliśmy na ławce, pod parasolem, w małym parku tuż przy głównej alei, która przechodzi pod Łukiem Triumfalnym wzniesionym na cześć zwycięstwa nad Napoleonem. Siedzieliśmy tak sobie w tym deszczu chyba z godzinę, piliśmy piwko i rozmawialiśmy o związkach, miłości i życiu...Jak przestało padać udaliśmy się najpierw na Plac Zwycięstwa z Pomnikiem Zwycięstwa Nike, a potem do Parku Pobiedy. Znowu padało, a w Parku odbywał się jakiś koncert
i było bardzo dużo ludzi. W parku uwielbiane przez Moskwian fontanny! Nocą podobno pięknie podświetlona na czerwono. Za pomnikiem mieści się Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, poszliśmy dalej, w głąb parku do pomnika ofiar Holocaustu. „Tragedia Narodów” to chyba najbardziej wzruszający pomnik, jaki do tej pory widziałam. Rzeźba przedstawiające nagie postacie, stojące jedna za drugą, a obok ubrania, buty i różne osobiste rzeczy. Autorem tej rzeźby jest słynny architekt Zurab Cereteli, który jest projektantem wielu pomników i budynków w Moskwie. Padało, było zimno, nie zrobiłam żadnego zdjęcia, nie chciało mi się nawet wyciągać w ten deszcz aparatu. Doszliśmy do Synagogi, a potem wyszliśmy z parku do drogi głównej, na jakikolwiek autobus, żeby podjechać gdzieś do metra. Tomek złapał jakiegoś busa, więc wsiedliśmy i tak rozwalonym starym busem dojechaliśmy do dworca Kijowskiego. Weszliśmy do środka zobaczyć ten dworzec - stary i zniszczony. A potem znowu brzegiem rzeki do Moscow City. Po drodze minęliśmy 20 kondygnacyjny gmach Parlamentu oraz siedzibę Ambasady Brytyjskiej - którą Tomek bardzo chciał mi pokazać. No i w końcu jest mój upragniony Hotel Ukraina. Upragniony, bo co widziałam na horyzoncie „stalinowski tort” to mówiłam do Tomka - to jest Hotel Ukraina? Odbiliśmy do głównej drogi, weszliśmy na chwile do marketu, takiego premium, gdzie sześciopak małej coca-coli kosztował 850 rubli. Zanim doszliśmy do Moskiewskiego City, minęliśmy jeszcze salon Bentleya, ale wypasione fury! Moskiewskie City czyli Moskiewskie Międzynarodowe Centrum Biznesu położone na Krasnopriesnienskiej Nabierieżne. Kilka szklanych drapaczy chmur, w których mieszczą się biura, hotele, restauracje, butiki i apartamenty mieszkalne. Jednak wciąż jest to wieki plac budowy. Podświetlone na kolorowo dźwigi pracują 24 godziny na dobę. Obecnie kończy się budowa Mercury City Tower  - pomarańczowy 380-metrowy wieżowiec, który będzie miał 70 pięter i będzie jak na razie najwyższym budynkiem w Moskwie. Tak staliśmy blisko siebie, patrząc na te wielkie szklane drapacze...
To był ostatni nasz wspólny wieczór....(osobiste przemyślenia w pamiętniku). Ten wieczór nie skończył się tak romantycznie jak na filmach. Było inaczej, bo sama Moskwa jest inna. Cała moja wycieczka była inna niż ją zaplanowałam. Może nie warto planować, a żyć tylko chwilą i tym co nam przyniesie los. I chyba to jest fascynujące, że było tak inaczej niż zwykle. Po prostu dwoje otwartych ludzi spędziło fajnie ze sobą czas. Wspaniałe, ciekawe trzy dni, razem spacerując po Moskwie i poznając się nawzajem. I dzięki temu, była to najfajniejsza, tuż po nurkowaniu przygoda w moim życiu. Było zimno, więc weszliśmy do mostu galerii - Most Bagration. To most dla pieszych, a raczej - kryty pasaż z ruchomymi chodnikami. Ciekawe, ale nic szczególnego. Na końcu mostu, najnowsza galeria handlowa w Moskwie, same wypasione butiki, kilka poziomów. Głodni poszliśmy do Mc Donalda, zjedliśmy po jakimś zestawie i poszliśmy na najwyższy poziom, na którym była wystawa olbrzymich matrioszek. Kolosy. I do metra, stacja Diełowoj Centr - jedna z najnowszych - cała w metalu i szkle. Jechaliśmy razem parę stacji. Pożegnaliśmy się, życząc sobie powodzenia...
No i się popłakałam...
Moskwa Rosja
Panorama Moskwy z Wrobolove Gory Moskwa Rosja
Panorama Moskwy z Wrobolove Gory Moskwa Rosja


Moskiewski Style Wrobolove Gory Moskwa Rosja
Pomniofiar Holocaustu "Tragedia Narodów” Moskwa Rosja
Ambasada Brtyjska Moskwa Rosja
Moskiwskie City Moskwa Rosja
Galeria Handlowa Moskwa Rosja
Wracając metrem, myślałam o Tomku i Moskwie. Fantastyczny facet, opowiadał mi o sobie i o Moskwie. Poznałam Moskwę od strony jej mieszkańca. Tomek znał odpowiedź na każde, nawet najgłupsze moje pytanie. Miał ogromną wiedzę o Moskwie, Rosji, jej historii i mieszkańcach. Płakałam całą drogę. Pewnie dlatego, że moja przygoda dobiega końca. Czasami było tak jakby romantycznie, bo Moskwa jest romantyczna. A może to nie Moskwa, to nie miejsce jest romantyczne, tylko sytuacje, których doświadczamy? Wracając do hostelu przechodziłam obok Teatru Bolszoj przed którym odbywał się wielki koncert.  - opera na żywo, w ramach tego festiwalu, dlatego parę dni wcześniej była próba. Śpiewali pięknie, więc płakałam jeszcze bardziej. „Besame mucho” nuciłam całą drogę wracając do hostelu. Czy to znak? Słowa piosenki: „Całuj mnie, całuj mnie mocno jakby ta noc była naszą ostatnią, całuj... Bo boję się utracić Cię na zawsze, chcę mieć Cię bardzo blisko, patrz mi w oczy, chcę widzieć Cię razem ze mną... Pomyśl, że być może już jutro będę bardzo daleko od Ciebie...” Albo jestem głupia i romantyczna i wierzę, że to jakiś znak, albo to tylko zbieg okoliczności. Ale dlaczego akurat dzisiaj, w tą ostatnią noc ?....Szaleństwo. 
Teatr Bolszoj Moskwa Rosja
CUM Moskwa Rosja
W poniedziałek byłam już zestresowana wyjazdem, więc odpuściłam wielkie zwiedzanie nowych miejsc. Wyszłam wyjątkowo późno, poszłam pożegnać się z Moskwą. Ulica Twierskaja to najdłuższy i najstarszy bulwar w Moskwie. Ciągnie się od Placu Puszkina aż do Placu Maneżowego. Niby ulubione miejsce spacerów Moskwian. Dla mnie jakaś masakra, ogromna ulica, głośna, pełna samochodów, urzędów i innych wielkich budynków. Po drodze zjadłam katrioszkę, pieczony ziemniak z różnymi dodatkami - pychota. Spacerowałam po Twierskaja, mijając Hotel Pekin, Sale Koncertową Czajkowskiego, Teatr Dramatyczny Puszkina, Dom Książki, Plac Puszkina z Pomnikiem Puszkina, to podobno miejsce zakochanych. Więc nie chciałam się dołować i poszłam dalej. Kolejne ciekawe obiekty to Muzeum Współczesnej Historii Moskwy, Teatr Dramatyczny. To już nie był tak fajny dzień, jak poprzednie, taki trochę w biegu, tak bez serca. Wróciłam do centrum, wysiadłam na stacji Aleksandrowski Sad, spacerkiem udałam się jeszcze na Stary Arbat, na kawkę i po pamiątki. Z Moskwy przywozi się wódkę, ciepłe czapy, matrioszki, ikony i chusty. A ja przywiozłam sobie brelok z matrioszką no i sukienkę. Wracając, pogubiłam się w metrze, ale to może i dobrze bo wylądowałam na najstarszej stacji metra - Ploszczadi Rewolucji z 1938 roku, z posągami z brązu. W metrze tłumy ludzi, bo była godzina szczytu. Moskwianie biegiem z pracy do domu. Więc na koniec mojej wycieczki, poczułam na własnej skórze jak to miasto pod ziemią tętni życiem. Wracając do hostelu wstąpiłam jeszcze na Plac Czerwony i do GUMu. W hostelu się przebrałam, spakowałam no i w drogę. W połowie drogi, idąc z tą ciężką walizką, zagadał mnie taksówkarz, potargowałam się z nim i za 400 rubli zawiózł mnie do dworca na pociąg. Z dworca kolejką na lotnisko, szybka i odprawa i do domu.
Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
Najstarsza stacja metra Moskwa Rosja
Moskwa Rosja
CUM Moskwa Rosja
To były wspaniałe 3 dni. To była pierwsza, fascynująca, samotna podróż. Pozostaną super wspomnienia, ten opis i zdjęcia. Jednak i opis i zdjęcia nie oddają tego, co czułam, co przeżyłam i tego jaka jest Moskwa. Było mi tam dobrze, byłam szczęśliwa i uśmiechnięta. A może Tomek sprawił, że tak się czułam? Czy się jeszcze spotkamy? Może kiedyś. Nawet po powrocie zastanawiałam się czy zakochałam się w Moskwie przez Tomka, czy w Tomku przez Moskwę. Tomek okazał się inteligentnym, mądrym, zabawnym i sympatycznym facetem. Tak o to poznałam i Moskwę i fajnego człowieka. To była najlepsza przygoda życia - bo odważyłam się tam pojechać sama a poznałam Tomka. Tyle emocji tam zostawiłam, tyle łez z wkurzenia i z bezradności, tyle łez z radości i wzruszenia. Lepiej nie mogło być. Było idealnie.
Moskwa to państwo w państwie... Tu kończy się Europa a zaczyna Azja... Tu Zachód styka się ze Wschodem... Tu historia plącze się z nowoczesnością. Pełna kontrastów: szara i kolorowa, biedna i bogata, brzydka i piękna, zaniedbana i czysta, poważna i kiczowata.... Fascynująca, intrygująca, toksyczna i romantyczna. Kochasz ją i nienawidzisz. Jest jak narkotyk - spróbujesz raz i chcesz coraz więcej.

Taka jest Moja Moskwa.

Jeśli podobała Ci się ta relacja - zostaw komentarz poniżej, poniżej i jeszcze niżej, własnie tam.A jeśli jeszcze nie polubiłeś mojego profilu na FB kliknij "lubię to" - będzie mi bardzo miło. Dziękuję.

Podobne

3 komentarze

  1. Co z Tomkiem ? Odezwał się lub Ty do niego ?
    Pozdr

    OdpowiedzUsuń
  2. Tomek odezwał się do mnie po jakimś czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre zdjęcia, a cerkiew Wasyla Błogosławionego zachwyca kolorami jak zawsze!

    OdpowiedzUsuń

NEWSLETTER

Jeśli nie chcesz przeoczyć żadnego nowego wpisu - zostaw swój adres!

polecany post

mapa

mapa