, ,

Cała prawda o Kubie – dlaczego nie powinieneś tam jechać i dlaczego wrócisz niezadowolony. Czy Fidel manipuluje turystami?

1/17/2016


„Białe karaibskie plaże i przepiękne, koralowe wysepki, uśmiechnięci, roztańczeni w rytm salsy mieszkańcy, tętniąca niepowtarzalną atmosferą Hawana, światowej klasy zabytki wpisane na listę UNESCO, słynne na całym świecie cygara i rum, plaże z piaskiem jak ciepła mąka, palmy kokosowe i morze w kolorze karaibskiego błękitu”- tak reklamuje Kubę jedno z naszych biur podróży, bajecznie prawda?
Czy już się rozmarzyłeś ? To teraz o tym wszystkim zapomnij! Zapomnij o tej plaży, o białym piasku, drinkach, cygarach, salsie i uśmiechniętych Kubańczykach. Zapomnij. Zapomnij o tym, że Kuba jest wyspą, że leży na Karaibach. Jeśli jesteś młodą osobą, to zapytaj rodziców, jak żyło się w Polsce w latach 70-tych? A jeśli jesteś starszym czytelnikiem, to wróć pamięcią do PRLu – do pustych półek w sklepach, do kolejek za czymś, bo czasami nie wiadomo było nawet za czym się stoi, wróć do kartek na żywność, do propagandy, do państwowych mediów, do tamtej szarej rzeczywistości. Dla mnie wciąż niewyobrażalne jest to, że nie było nawet papieru toaletowego w sklepach. Byłam mała, więc niewiele pamiętam. Pamiętam te kartki na żywność u mamy w portfelu. Pamiętam też, jak godzinami jej nie było, bo stała w kolejce w sklepie. Pamiętam jak kombinowała, żeby przygotować obiad z tego, co udało jej się dostać w sklepie i na co miała kartki. Pamiętam jak dostałam parę złotych kieszonkowego i chciałam kupić sobie coś fajnego. Poszłam do osiedlowego sklepu papierniczego, a w nim nic nie było, tylko zeszyty i kredki, żadnych zabawek. Nie było w domu telefonu, nie było samochodu. Na telefon czekało się latami – i w sumie nie doczekałyśmy się w tamtym ustroju telefonu stacjonarnego.
Tak jest wciąż na Kubie, a nawet gorzej.
Wchodzisz do sklepu spożywczego, a na półkach są tylko jajka, puszki, woda, ocet. (ale nie martw się, w miejscowościach turystycznych są sklepy dla turystów i są lepiej zaopatrzone niż te, dla Kubańczyków. Piszę o tym, żeby uzmysłowić Ci, że prawdziwa Kuba to nie jest ta Kuba z pocztówek. Prawdziwa Kuba to w biedzie żyjący Kubańczycy). Żywność jest na kartki, a Kubańczycy zarabiają 100zł! Tak 100zł! Jeśli oczekujesz, że na każdym rogu będzie internet, tak jak w Tajlandii, to lepiej zostań w domu, bo internet jest tylko w hotelach, na kwaterach prywatnych i w kawiarenkach internetowych, które są bardzo drogie. Godzina kosztuje około 50 zł. Spójrz wyżej – Kubańczyk zarabia średnio 100 zł, w domu nie ma internetu, a godzina w kawiarence kosztuje połowę jego pensji. Nawet nie można Kubańczykom pomóc, bo tylko z kilku krajów można zrobić przelew na Kubę np. z Kanady, Hiszpanii czy Szwajcarii, z Polski nie można. Czy wiesz już do czego zmierzam?

Sklep na Kubie
Sklep na Kubie
Sklep na Kubie
Sklep na Kubie
Sklep na Kubie
Sklep na Kubie
Sklep na Kubie
Kuba
Sklep na Kubie
Sklep na Kubie
Urząd na Kubie
Od 1959r Kuba jest republiką socjalistyczną rządzoną przez komunistyczną partię Kuby, na której czele stoi brat Fidela Castro - Raúl Castro, który władzę objął 2008r. Do 2008 r. Kubą rządził kontrowersyjny Fidel Castro, uznawany przez wielu za dyktatora łamiącego prawa człowieka! Niektórzy Kubańczycy mówili mi, że Fidel już nie żyje, dlatego nie pojawia się w mediach. W 2016r. Fidel skończy 90 lat. Wielu Kubańczyków liczy, że po jego śmierci, nadejdą zmiany, zmiany na lepsze. Nie chcę się rozpisywać tutaj o rewolucji Kubańskiej, o socjalizmie i o Fidelu Castro, ale zanim podejmiesz decyzję, czy chcesz tu przyjechać - poczytaj trochę o historii tego zniewolonego kraju i jego mieszkańcach.
Jeśli zależy Ci na tym, co proponują biura podróży, to kup wycieczkę all inclusive do Varadero za 10 tys. PLN na 2 tygodnie, do tego wykup sobie jednodniową wycieczkę po pięknej Hawanie i chwal się przed znajomymi, że byłeś na Kubie! Gwarantuje Ci, że będziesz zadowolony z egzotycznych wakacji. Nie zapomnij kupić cygar na pamiątkę dla siebie i bliskich. A może lepiej kup wycieczkę na Dominikanę, bo z Kuby pewnie i tak wrócisz niezadowolony. Nigdy nie byłam dobra z historii. To był mój najgorszy przedmiot. Dlatego nigdy nie czytam historii kraju, do którego jadę, bo i tak się na tym nie znam. Na tych wszystkich epokach, królach, wojnach, rewolucjach, powstaniach, najazdach, walkach, bitwach etc. Zazwyczaj czytam tylko podstawowe informacje - pogoda, kultura, religia, komunikacja, noclegi, służba zdrowia etc. W przypadku Kuby zrobiłam wyjątek. Dlatego Kuba mnie nie rozczarowała i nie zawiodła.
Kwatery prywatne, w których się zatrzymasz nie są tak naprawdę prywatnym kwaterami. Są one kontrolowane przez Państwo. Właściciele kwater skrupulatnie wypełniają wszystkie druczki, aby rozliczyć się z władzą. Byłam w szoku ile formalności! Za kwaterę płacimy średnio około 20 CUC z czego właścicielowi zostaje może z 5 CUC albo i mniej, resztę zabiera Fidel. Kubańczycy, którzy prowadzą takie casy – mają lepiej niż inni, bo „lepiej” zarabiają, mają internet i inne przywileje. Casy są ładnie urządzone, na ścianach wiszą piękne obrazy, na komodach zdjęcia rodziny, w salonach bujane fotele, a na stołach świeże kwiaty w wazonie. Ale tak jest tylko na tych kwaterach.
casa, czyli kwatera prywatna na Kubie Santiago de Cuba
casa, czyli kwatera prywatna na Kubie Santiago de Cuba
casa, czyli kwatera prywatna na Kubie Santiago de Cuba
casa, czyli kwatera prywatna na Kubie Trinidad
Miałam okazje być w jednym „prawdziwym” kubańskim domu, który nie był kwaterą. Trudno mi było uwierzyć, że można tak żyć. Brak ciepłej wody, urządzenia sanitarne w opłakanym stanie, brak pralki, a na obiad fasola i kawałek mięsa. Większość kubańskich domów jest w opłakanym stanie, więc te kwatery prywatne nijak mają się do prawdziwych warunków w jakich żyją Kubańczycy. A my turyści nieświadomi tego, cieszymy się, że możemy zobaczyć jak żyją prawdziwi Kubańczycy. Fidel nami też nieźle manipuluje. Pewnie osobiście wybiera kwatery, które mogą zostać casami, czyli te najbardziej wypasione. Przyjeżdżamy do takiej kwatery, jesteśmy zachwyceni gościnnością i panującymi tam warunkami. Wracamy do kraju i mówimy – całkiem fajnie sobie na tej Kubie ludzie żyją…
Kubańczycy żyją w fatalnych warunkach sanitarnych, ale są bardzo czyści. Wprasowane, świeże koszule, unoszący się zapach perfum – od każdego ten sam, bo pewnie tylko jeden jest w sklepach. Kubańczycy, których poznałam prosili mnie, abym zostawiła im szampon czy pastę do zębów – bo te co oni mają w sklepach są bardzo słabej jakości, a te dla turystów są dla nich za drogie.
Na Kubie wszystkie media są państwowe, nawet internet, wyobrażacie to sobie? Podobno nie działają strony stacji BBC, CCN i innych! A w TV lecą tylko ogłupiające seriale na przemian z historycznymi wystąpieniami Castro. Nie wiem kto będzie czytał ten tekst. Jeśli jesteś młody to pewnie nie jesteś sobie w stanie wyobrazić braku reklam – w mediach, bilbordów na ulicy, w internecie etc. Moje i starsze pokolenie pamięta pierwsze polskie reklamy telewizyjne. Na Kubie nie ma reklam, tak jak kiedyś u nas, a ulice Kuby oblepione są plakatami Viva Fidel, Viva Cuba, Viva Revolution.
ulica na Kubie Viva Fidel
zakład fryzjerski na Kubie 
ulica na Kubie Viva Cuba
Dopiero na Kubie zdałam sobie sprawę z tego, w jakim wolnym kraju żyję i jak wolnym jestem człowiekiem. Mogę robić sobie, co chcę. Nikt i nic mnie nie ogranicza. W każdej chwili mogę spakować się i wyjechać. Kiedyś wrócić lub nie, bez żadnych konsekwencji. Mogę pracować i studiować na całym świecie – wszędzie tam, gdzie tylko chcę i gdzie chcą mnie. Mogę podróżować po całym świecie. Tak jak Ty. Kubańczyk nie może. Kubańczyk nie może tak sobie wyjechać z kraju na wakacje czy na studia. Gdyby tak było, na Kubie zostałby sam Fidel i jego brat Raul oraz stare pokolenie Kubańczyków, pamiętające jeszcze rewolucję. Jeden z poznanych Kubańczyków prawie ze łzami w oczach powiedział, że kocha tej raj, ale to jest pieprz… raj” i nie ma dnia, aby nie myślał o tym, żeby uciec z Kuby na Jamajkę. Powiedział, że pewnego dnia tak zrobi. Drugi Kubańczyk, którego poznałam, parę miesięcy po moim urlopie, napisał mi maila, że wyjeżdża do Niemiec. Jakiś niemiecki turysta zaproponował mu pomoc. Wysyłał mu zaproszenie, załatwił mu szkołę, więc ten mógł opuścić wyspę. Od prawie roku mieszka w Niemczech. Mamy kontakt, być może zobaczymy się niedługo w Polsce.
Kuba jest biednym, a zarazem drogim krajem. Kubańczycy żyją bardzo skromnie, to tak łagodnie powiedziane. Ci sprytniejsi dorabiają na turystach w mniej lub w bardziej uczciwy sposób. Muszą dorabiać. Tak dorabiają mieszkańcy innych biednych krajów np. w Azji. Na całym świecie wyciąga się kasę od turystów. Skoro było Cię stać, żeby tu przylecieć, to płać za wszystko 3 x więcej niż coś jest warte. Płać za ten biały piasek, za turkusową wodę i tropikalne słońce. Na Kubie nie ma taniej komunikacji dla turystów. Jeśli turysta chce podróżować po kraju to musi za to dużo zapłacić. Nie mogłam kupić biletu na lokalny autobus, bo jestem turystką i muszę podróżować autorkami dla turystów, które są kilkanaście razy droższe od tych kubańskich. Przykładowo cena biletu na lokalny autobus to około 2zł, a dla turystów 50zł.
Musisz się liczyć z tym, że na swojej drodze spotkasz niejednego Kubańczyka czy Kubankę, a nawet całe rodziny, którzy w umiejętny i sprytny sposób wyciągną od Ciebie kasę, zanim zdążysz się zorientować, że Cię naciągnęli lub oszukali. Absolutnie nie mowie tu o kradzieżach! I zostajesz sam bez pieniędzy, a po Kubańczyku ani śladu. Możesz być tylko zły na siebie, że dałeś się tak wrobić.
Jeśli liczysz na dobre jedzenie na Kubie to się rozczarujesz. Ja jadłam owoce, pizzę, ryż z warzywami i mięsem i czasami owoce morza. Polecam szczególnie popularną tutaj langustę – droga ale pyszna. Na Kubie nie ma Coca Coli, nie ma Mc Donaldów. Nie ma nic amerykańskiego. Amerykańskie są tylko stare samochody. Nie wiem jakie dania serwują w hotelach w Varadero, ale nie nastawiaj się, że na Kubie dobrze zjesz, bo nie zjesz. Do końca życia będę pamiętać smak spaghetti w jednej z lepszych restauracji w Santiago de Cuba - spaghetti z proszku Knorra jest milion razy smaczniejsze. Natomiast nigdzie na świecie nie ma tak dobrego mojito jak na Kubie! Tan smak zapamiętam do końca życia. 


mojito na Kubie
I tak nigdy nie zmienię zdania o Kubie i Kubańczykach. Choćby wszyscy mówili mi, że jest inaczej. To jedyne tak wyjątkowe miejsce na Ziemi, z taką kulturą, historią i z takimi wspaniałymi ludźmi. Bardzo lubię Kubańczyków z całym tym ich kombinatorstwem. Może dlatego, że miałam okazję bliżej ich poznać? Nie chcieli nic ode mnie – oprócz kosmetyków. Jeden jeszcze chciał, abym zostawiła mu rozmówki polsko angielskie – żeby mógł się uczyć polskiego, bo na Kubie w księgarniach nie ma książek do nauki języków obcych. Obiecał mi, że kiedyś, jak się gdzieś spotkamy, to będziemy rozmawiać po polsku. Ciekawe czy się nauczył, muszę go zapytać. Poznani Kubańczycy, opowiedzieli mi trochę o Kubie. Żałuję, że tak słabo znam angielski, o tyle rzeczy chciałam ich wtedy zapytać. Ciekawe było to, że młodszy powiedział, że nienawidzi Fidela, a drugi, starszy, wypowiadał się z wielkim szacunkiem o dyktatorze, ale czułam, że nie mówi tego szczerze.
Kuba jest dobrą miną do złej gry. Kubańczycy się uśmiechają, ale w sercu cierpią. Nie znajdziesz tu takiego szczerego uśmiechu jak w Tajlandii, choć wiem, że Kubańczycy gdyby żyli w innym kraju, uśmiechaliby się częściej niż my. 

Kubańczyk 
Kubańczycy w graja w domino na ulicy, Kuba
Kubanki przed domem, Kuba
Prawdziwy Kubańczyk, Kuba, Baracoa
Teraz nie mają powodów, aby uśmiechać do turystów, słońce przez rok to zdecydowanie za mało, aby cieszyć się życiem. Przykre jest to, że sytuacja w kraju zmusza ich do takich działań, do naciągania turystów, do wyciągania z nich kasy. Kubańczycy są przemiłymi ludźmi, lecz niestety walka o przetrwanie, zmienia ich podejście do turystów. Tutaj nikt nie będzie skakał obok Ciebie, aby było Ci dobrze. Tu liczy się zarobek. Jestem pewna, że gdyby mieli ciut lepsze warunki życia, nie robiliby tego. Nie staliby całymi godzinami na ulicy i nie czekaliby, aż pojawi się jakiś naiwny turysta gotowy poznać bliżej kubańską kulturę. O różnych takich sytuacjach pisałam w moich wcześniejszych postach o Kubie tutaj i tutaj
Nie nastawiaj się, że spotkasz na ulicy rozbawianych Kubańczyków, którzy zaproszą Cię do wspólnej zabawy, bo możesz się rozczarować. Ja miałam jednak szczęście, bo widziałam uśmiechniętych i tańczących na ulicy ludzi i sama też miałam okazję zatańczyć na ulicy! Każdy Kubańczyk jest nauczycielem salsy i każdy Cię tej salsy nauczy, za odpowiednia cenę. Prawda jest taka, że 80% z nich nie jest nauczycielami tańca, ale chcą sobie zarobić za parę minut nauki salsy na ulicy.

Ja i tak jestem Kubą zachwycona. Bo doświadczyłam takiej Kuby na jaką byłam przygotowana. Dużo czytałam o Kubie, zanim tam pojechałam. Nie oczekiwałam, nie miałam pretensji, choć były sytuacje, w których się wykurzałam i złościłam. Chciałam tam po prostu być i chłonąć Kubę wszystkim zmysłami, taką jaką ona jest naprawdę, a nie taką jaka jest w folderach. Poczułam Kubę wszystkimi zmysłami – tak jak napisałam w moim jednym poście. Po powrocie wszystkim znajomym mówiłam, jak było cudownie na Kubie. Jeden z nich zdecydował się na wyjazd. Po powrocie powiedział, że to był najgorszy urlop w jego życiu, najgorsze miejsce w jakim był i zmarnowane pieniądze. Pojechali chyba w 5 osób, wynajęli samochód i jeździli trochę po wyspie. Kolega wcześniej dużo podróżował po Azji. Myślę, że niektórzy z Was wiedzą już o co chodzi. Nie można żądać od Kuby by odwaliła za nas urlop! By dała nam słońce, turkusową wodę, uśmiechniętych w koło ludzi, rum lejący się strumieniami prosto do naszych ust, tańce do białego rana i cygara ledwo zwinięte na spoconych udach gorących Kubanek i to wszystko za dramo, w tak biednym kraju, w którym ludzie martwią się czy na drugi dzień będą mieli co jeść. Odłóż na bok piękne kolorowe foldery obiecujące urlop marzeń! Lepiej poczytaj trochę o historii Kuby i o Kubańczykach i wtedy zdecyduj. Biura podróży manipulują nami tak samo jak Fidel Kubańczykami i turystami. Kuba jest cudowna, tylko trzeba ją zrozumieć, zaakceptować i nic od niej nie żądać, wówczas odda Ci się całkowicie i odchyli przed Tobą swoje największe tajemnice. Nie miej wymagań, nie żądaj, nie oczekuj, a przeżyjesz jedną z najlepszych swoich podróży życia – tak jak ja. Czy wciąż chcesz polecieć na Kubę?

Jeśli chcesz przeczytać moją pozytywną relacje z Kuby, zapraszam tutaj i do drugiej części tutaj

Jeśli zdecydowałeś, że jednak lecisz na Kubę, zapraszam po garść informacji o tym jak najtaniej polecić na Kubę tutaj, oraz po informacje o ubezpieczeniu tutaj.

Jeśli spodobał Ci się ten post - to zostaw komentarz poniżej, poniżej i jeszcze niżej, własnie tam.
A jeśli jeszcze nie polubiłeś mojego profilu na FB kliknij "lubię to" - będzie mi bardzo miło. Dziękuję.


Podobne

3 komentarze

  1. Byłam na Kubie w październiku 2015 i korzystałam z internetu państwowego, z wifi na zdrapkę za 2 CUC za godzinę (czyli około 8 zł, a nie 50 zł), w dodatku wifi dostępne było publicznie na większych placach w niektórych miastach (w Holguin, Baracoa czy Santiago de Cuba) i korzystali z niego głównie Kubańczycy. W sklepach była też coca-cola, nie wszędzie, ale można było trafić (oczywiście nieco droższa od lokalnego odpowiednika, sprowadzana z Meksyku). Poza tym dużo racji widzę w Twoim wpisie. Dodam, że warto umieć trochę hiszpańskiego jadąc tam, to wiele ułatwia. Ja również jestem zachwycona Kubą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki Ewa za komentarz. Przyda sie innym. Po Twoim wpisie widac jak Kuba sie zmienia! Jak ja byłam to były tylko kawierenki internetowe. Z jednej strony to dobrze, ze wszystko idzie w tym kierunku, ale z drugiej strony... ta prawidziwa Kuba zniknie. Ciesze się że Tobie też sie Kuba podobala :) Jak dlugo byłaś i w jakich miastach? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo trafnie ujęte i opisane życie na Kubie. Jego koloryt ale i codzienna szarość. A najgorsza jest beznadziejność. Od 5 lat odwiedzam Kubę dwa razy w roku i widzę zmiany na lepsze. Nowe prywatne knajpki, bary, wi-fi w coraz większej ilości miejscach. Kuba zmienia się ale bardzo wolno i tylko w kilku dziedzinach. Niełatwo jest wyremontować setki tysięcy domów, tysiące kilometrów dróg. Nie nastąpi to szybko. Wyjaśnię sprawę niemożności korzystania przez turystów z transportu publicznego. Otóż transport ten jest dotowany w ogromnej części z budżetu państwowego. Nie ma żadnego powodu, aby budżet dotował turystę z zagranicy. Stąd zakaz zabierania turystów przez autobusy państwowe. Nie dotyczy jednak to tzw. camiones, czyli ciężarówek, mających licencję na przewożenie ludzi. Camiones są prywatne i zabierają turystów w takiej samej cenie jak Kubańczyków. Jest to mało komfortowy, ale tani sposób podróżowania po Kubie.

    OdpowiedzUsuń

NEWSLETTER

Jeśli nie chcesz przeoczyć żadnego nowego wpisu - zostaw swój adres!

polecany post

mapa

mapa