, ,

Rajskie plaże tylko z nazwy - czy istnieje różnica między Paradise Hotel a Paradise Hotel i o tym, dlaczego nie lubię lokalnych wycieczek!

1/06/2016

Jeszcze pachnę Tajlandią...
olejkami do masażu, kadzidłami z buddyjskich świątyń, egzotycznymi przyprawami, zapachem cytrusowych górskich lasów i monsunowym deszczem. Tajlandia jest pachnąca, smaczna, kolorowa i uśmiechnięta.
Obdarowała mnie niezwykłymi chwilami - od spotkania z rekinem pod wodą, aż po magiczny prezent od buddyjskiego mnicha. Za te i za wszystkie inne przeżycia bardzo jej dziękuję. Dziękuję, bo jest to jedyne miejsce na świecie, w którym do tej pory byłam i doznałam takiej serdeczności i wdzięczności od mieszkańców. Taje są wdzięczni za wszystko. Tajlandia jest podobno najlepszym kierunkiem, aby rozpocząć przygodę z Azją, ale powiem szczerze, że jakoś specjalnie nigdy mi nie zależało na Tajlandii, bo wiedziałam, że będą tam dzikie tłumy turystów z całego świata. Wcześniej planowałam już sobie wycieczkę do Wietnamu i Kambodży, gdyby pojawiły się jakieś promocje na loty. No i pewnego pięknego dnia pojawiła się promocja na bilety do Azji – ale nie do Kambodży czy Wietnamu tylko do Tajlandii. I to jaka promocja! Aż nie wierzyłam w to, co widziałam! Musiałam podjąć decyzję jak najszybciej – bo pula biletów promocyjnych jest zazwyczaj ograniczona, dodam, że w tym czasie siedziałam w pracy a obok przy biurku siedział mój szef. Jedyny dylemat jaki miałam - to linie lotnicze – ukraińskie, w obecnej sytuacji (konflikt pomiędzy Rosja a Ukrainą i resztą Europy i świata) to był na prawdę dylemat zwłaszcza, że wylot był za jakieś pół roku a za pół roku i Ukrainy i ukraińskich linii lotniczych mogło już nie być. Zaryzykowałam. Kupiłam bilet i w listopadzie poleciałam do tej całej Tajlandii.
Do podróży przygotowywałam się przez parę miesięcy – nie dlatego, że była to jakaś wielka wyprawa, a tylko dlatego, że lubię i chcę wiedzieć wszystko, więc czytałam i planowałam. Stworzyłam nawet harmonogram, w jakich dniach gdzie będę, aby nie przeoczyć czegoś ciekawego i ważnego - na przykład festiwalu Loy Krathong w Chiang Main. Przez ten festiwal, parę dni przed moim wylotem został odwołany mój lot z Phuket do Chiang Main. Całe szczęście, że widziałam o jaki festiwal chodzi, więc zmieniłam lot. Najważniejsze w tym festiwali było to, aby być w Chiang Main podczas pełni Księżyca, bo w ten wieczór rozpoczynają się obchody tego święta i trwają o ile dobrze pamiętam parę dni, ale o festiwalu później. Jak przyjechałam na lotnisko i na tablicy zobaczyłam swój lot – poczułam ulgę! Ukraina jest i linie ukraińskie też, więc lecę do Tajlandii! Jednak Rosja mogła jeszcze ostrzelać mój samolot, więc przez cały lot i tak byłam zestresowana czy dolecę czy zginę (żartuje oczywiście). Przypomniało mi się, że Ukraińcy klaszczą przy starcie samolotu, a Polacy przy lądowaniu. Czy ktoś może to potwierdzić? Czy dobrze pamiętam? Przesiadka w Kijowie. Lotnisko dramat. Jedzenie dramat. Obsługa w knajpie dramat. Nie czułam się tam bezpiecznie... nie wiem nawet dlaczego. 
Wylądowałam w Bangkoku! Duszno, parno i wilgotno – to lubię! Lotnisko duże, ale bez problemów można odnaleźć przystanek z bezpłatnymi autokarami Shutter Bus kursującymi między wszystkimi lotniskami w Bangkoku. Autokary odjeżdżają chyba co 30 minut, wszystko działa bardzo sprawnie nie trzeba się o nic martwić. Godzinka drogi i jesteśmy na lotnisku Don Mueang. Najpierw lecę na Phuket i tam spędzę około 5 dni, ale spokojnie - w tym 3 dni na safari nurkowym na Similanach. Gdyby nie to safari nie leciałabym w ogóle na Phuket – to najbardziej komercyjne miejsce w Tajlandii. Z lotniska musiałam się dostać do dzielnicy Chalong, a stamtąd taksówką do hotelu. Chalong jest rzadko odwiedzane przez turystów, pewnie, dlatego, że położone jest daleko od większości atrakcji Phuket. Przed lotniskiem jest postój taksówek i przystanek autobusowy. Nie mogłam się z nikim dogadać w sprawie mojego autobusu do Chalong. Nikt nic nie wiedział. Taje mówili mi, że mam wziąć taxi, bo już żaden autobus tam nie jedzie, bo jest późno. Jednak nauczona tym, że wszędzie, na całym świecie nas turystów chcą naciągnąć na wszystko i na co się tylko da - z uporem maniaka szukałam jakiegoś połączenia na tablicy odjazdów. I faktycznie nie było żadnego autobusu, który jechałby do mojej dzielnicy. Wkurzona i zmęczona wzięłam taxi za 800 Bath - tak robi większość przylatujących na Phuket turystów. Z taksówkami nie ma najmniejszego problemu. Na zewnątrz jest kilka stanowisk różnych firm, które oferują przewozy taksówkami do różnych części Phuket. Ceny chyba wszędzie identyczne - 800 Bath do Chalong. O ile dobrze pamiętam do większości miejsc cena była podobna. Podajemy adres, płacimy, dostajemy bilecik, stajemy do kolejki i czekamy na taksówkę. Podjeżdża taksówka, Taj z obsługi daje nam znać, że to nasza, przekazujemy bilecik taksówkarzowi, dzięki temu wie gdzie ma nas zwieźć, wsiadamy i w drogę! Do tajskiego raju!

Zmęczona dotarłam do hotelu, ledwo stałam na nogach. Poszłam tylko do bazy nurkowej przywitać się z Anią - Polką, instruktorką nurkowania, mieszkająca na stałe na Phuket. Razem z chłopakiem Ania prowadzi centrum nurkowe Freedom Divers Phuket – polecam. Ania bardzo fajna dziewczyna, od samego początku otoczyła mnie instruktorską opieką. Noc spędziłam w małym hoteliku „7-inn Hotel” zaraz przy bazie nurkowej. Zarezerwowałam tam pokój tylko, dlatego, że był zaraz przy bazie nurkowej, bo jak na tajlandzkie ceny – był dość drogi. 

Phuket jest największą ze wszystkich wysp Tajlandii. A ja miałam cały czas wrażenie, że to półwysep a nie wyspa. Pewnie, dlatego, że wyspa połączona jest z lądem mostem i nawet patrząc na mapę trudno zobaczyć to miejsce. Phuket rocznie odwiedza prawie 5 milionów turystów. To tutaj są najlepsze hotele, restauracje i kluby. Phuket jest najbardziej znanym i najdroższym kurortem w Tajlandii. Niestety ze względu na małą ilość czasu nie było mi dane, zobaczyć tych wszystkich pięknych miejsc, o których można przeczytać w przewodnikach. Kto widział przepiękne parki, tropikalne lasy, dziką zwierzynę, egzotyczną roślinność, piękne wodospady i jaskinie - niech koniecznie da mi znać. Na rano Ania załatwiła mi „drivera”, który za 700 Bath jeździł ze mną po najciekawszych atrakcjach okolicy. Moim driverem była przesympatyczna Tajka. Pojechałyśmy zobaczyć największy posąg Buddy w Tajlandii - Big Budda. Olbrzymi, 45 metrowy, betonowy Budda, siedzący na najwyższym wzniesieniu na Phuket – powiem szczerze, że zrobił na mnie wrażenie. Sama świątynia w środku była bardzo surowa, chyba jeszcze nieskończona(?). Ze wzgórza można podziwiać panoramę Zatoki Chalong oraz Phuket Town. Następnie pojechałyśmy do znanej świątyni Wat Chalong Temple, która była moją pierwszą buddyjską świątynia w jakiej byłam. Nie zrobiła na mnie wrażenia. Może dlatego, że śmierdziało w niej brudnymi stopami? Grzybicą? Fuj, było to obrzydliwie. Dobrze, że w każdej świątyni do jakiej wchodziłam ubierałam skarpetki, bo wróciłabym z Tajlandii nie tylko z pięknymi wspomnieniami, ale też z pięknymi choróbskami skóry. Nawet nie chce myśleć, co jest na podłogach w tych świątyniach, ile różnych stóp z całego świata po nich przechodziło…bleee. Polecam zabrać ze sobą skarpetki. Jadąc ze świątyni do Phuket Town, zatrzymałyśmy się małym parkingu abym mogła za parędziesiąt Bathów zrobić sobie zdjęcie karmiąc bananami słonia. Słonie jedzą banany? A może to nie były banany? Nie pamiętam, ale wyglądało jak banany. W sumie nieistotne, czym karmiłam tego słonia, bo moja radość była ogromna. Cieszyłam się jak dziecko, jak mały słonik swoją trąbką szmerał mnie po szyi i twarzy. Na koniec wycieczki zostawiłam sobie Phuket Town i pożegnałam się z moją driverką. 

Karmienie słonia w Phuket Tajlandia

śniadanie na Patong  Phuket Tajlandia
Panorama  pomnik Big Budda Phuket Tajlandia
świątynia pomnik Big Budda Phuket Tajlandia
pomnik Big Budda Phuket Tajlandia
Panorama  pomnik Big Budda Phuket Tajlandia
Panorama  pomnik Big Budda Phuket Tajlandia
Świątynia Wat Chalong Temple Phuket Tajlandia
Świątynia Wat Chalong Temple Phuket Tajlandia
Świątynia Wat Chalong Temple Phuket Tajlandia
Świątynia Wat Chalong Temple Phuket Tajlandia
To był mój pierwszy w życiu dzień w Tajlandii, pierwszy w życiu dzień, kiedy spróbowałam tajskiego jedzenia. Po przeczytaniu kilku blogów podróżniczych, wiedziałam, że mam zamawiać „not spicy”! I oczywiście zamówiłam. Aaaaa! Masakra! O mało nie wypaliło mi gardła! Przez rozpalone gardło ledwo wydusiłam z siebie, że miało być bez przypraw i usłyszałam: „yes, yes, not spicy, not spicy”. Cóż, pozostało mi przyzwyczaić się do tego ostrego jedzenia „not spicy”. I muszę powiedzieć, że to „not spicy” jest najlepszym jedzeniem, jakie kiedykolwiek w życiu jadłam. Jestem już tego pewna, że jest to najlepsza kuchnia na świecie. Dokładnie po roku od mojej wyprawy, piszę tą relację, bo przez cały rok nie mogłam się to tego zabrać (dobrze, że miałam notatki z tej podróży) i powiem szczerze, że od roku, tak raz na tydzień - wspominam smak tajskiej kuchni i cholernie za nią tęsknie! Mam ochotę znowu pojechać do Tajlandii, tylko po to, żeby sobie coś dobrego zjeść. Naprawdę! A Wierzcie mi, że nie jestem jakimś wielkim smakoszem, tzn. wtedy nie byłam. Będąc w Tajlandii paliłam papierosy, a od 4 miesięcy nie palę i dopiero teraz zaczynam na nowo odkrywać różne smaki, więc jeśli wtedy ta kuchnia powaliła mnie na kolana, to co byłoby teraz? Pewnie dokładnie czułabym smak każdego orzecha i grzyba, smak trawy cytrynowej, smak każdej przyprawy, smak oleju sezamowego, mleczka kokosowego czy sosu sojowego… I te najróżniejsze wersje curry, tom yam czy pad thai a oprócz tego soczyste egzotyczne owoce i świeżo wyciskane z nich soki, grillowane na ulicy przekąski, świeże owoce morza oraz najlepsze na świecie naleśniki z bananami i czekoladą! Jesteś głodny? Nie obrażę się, jeśli w tym momencie skończysz czytać tą relację i zaczniesz szukać biletów do Tajlandii! Kup też przy okazji dla mnie. Ja muszę tam wrócić!

Egzotyczne owoce Phuket Tajlandia
Najlepsze jedzenie na świecie Phuket Tajlandia
street food  Phuket Tajlandia
na serio ,najsmaczniejsze naleśniki jakie kiedykolwiek jadłam z bananem i czekoladą Phuket Tajlandia
egzotyczne owoce Phuket Tajlandia
mleko kokosowe Phuket Tajlandia
street food  Phuket Tajlandia
Najbardziej znana tajska zupa - Tom Kha Phuket Tajlandia
Już mi się nie chce pisać. Muszę sobie zrobić coś do jedzenia. Phuket Town jest bardzo zniszczone i szkoda czasu na łażenie po tej części Phuket, lepiej siedzieć w jakieś knajpie i jeść albo oddawać się przyjemności podczas tajskiego masażu. Szybko, tanio, na siedząco, bez rozbierania – i rewelacja! Masowałam się codziennie. Bosko.
Spragniona rajskich plaż i odpoczynku po safari nurkowym, zostałam jeszcze przez 2 dni na Phuket tym razem w tej turystycznej części. Po safari busy rozwoziły nas do hoteli. Podałam nazwę swojego hotelu: „Paradise”. Kierowca powiedział ok, to ok i jedziemy. Wszyscy po kolei wysiadają przy swoich hotelach a my jedziemy dalej. Nagle podjeżdżamy pod wielki, pięknie oświetlony hotel i kierowca mówi – jesteśmy. Ja zdziwiona, co to za hotel, przecież nie zamawiałam takiego wypasionego hotelu. Mówię kierowcy, że to nie jest mój hotel, a on cały czas powtarzał: Paradise, yes ? więc to jest Paradise. Dopiero po paru minutach się zorientowałam, że to The Royal Paradise Hotel & Spa**** a mój „Paradise” był zwykłym małym hotelikiem, którego nikt prawie nie znał oprócz homoseksualistów, wśród których cieszył się dobrą opinią. Nie wiedziałam o tym wcześniej. No nic, męża tu na pewno nie poznam. Przez chyba jeszcze godzinę jeździliśmy i szukaliśmy tego hotelu, miałam już dość. Zamówiłam pokój w tym hotelu przez Booking.com. Na zdjęciach hotel wyglądał bardzo ładnie, fajne urządzone pokoje z łazienkami etc. Dziwiłam się, że w tak niskiej cenie są takie fajne pokoje, więc bez zastanowienia zabookowałam 2 noce. I co się okazało później. Pokoje ze zdjęć owszem były w tym hotelu, ale do 3 piętra. Kolejne 4 piętro było dobudowane i na tym piętrze znajdowały się te tańsze pokoje. A już marzyłam sobie, że po safari nurkowym rozłożę się w takim wielkim małżeńskim łożu z wykrochmaloną pachnącą pościelą. Pozostały mi marzenia i malutki pokój z tapczanem i szafą. Kiedyś jak byłam w Moskwie zarezerwowałam pokój bez okna! W życiu nie wpadłabym na to, że w hostelach mogą być pokoje bez okien. Teraz oglądając zdjęcia jakiegoś hotelu zwracam uwagę na to czy w pokojach na pewno jest okno.
Phuket nie jest ładnym miastem, a do tego jest drogie i zniszczone, nic tu ciekawego nie ma. Jest wiele nowych hoteli i restauracji jednak nawet ta cześć miasta nie zachwyca niczym szczególnym. Jest drożej niż w Bangkoku. Bardzo komercyjne miejsce nastwione tylko na bogatych turystów. W jeden dzień wybrałam się na Patong Beach – najbardziej znana plaża na Phuket i chyba w całej Tajlandii. Nic ciekawego - brudna, dużo ludzi, sami Rosjanie i po godzinie miałam już dość plażowania, wystarczyło mi to na najbliższe 3 tygodnie mojego urlopu. Powiem szczerze, że później żałowałam, że spędziłam tu aż tyle dni. Na drugi dzień już się nudziłam, już mi się nie podobało, już nie chciało mi się nawet zwiedzać. W jeden wieczór umówiłam się Anią na drinka, aby opić naszego rekina na słynnej Bangala Street. Bangala Street jest uroczą promenadą prowadzącą do plaży. Jednak największe wrażenie robi po zmroku, kiedy zmienia się w tętniącą życiem ulicę, przepełnioną klubami ze striptizem, barami go go, transwestytami, prostytutkami, lady boy’ami i turystami spragnionymi przygody z młodą tajską pięknością. To tu kwitnie sex-turystyka. Ale jest to bardzo przyjemne i bezpieczne miejsce. Miałam wrażenie, że jest to bardziej atrakcja turystyczna niż „dzielnica czerwonych latarni”. Dzikie tłumy turystów spacerujących w jedną i w drugą stronę. Mnie jednak zainteresowały/li lady boy’e. Piękne, zgrabne i zadbane. W 99% przypadkach byłam pewna, że to kobiety. Ania uświadamiała mi na każdym kroku, że jestem w błędzie. Jedynie po dłoniach można było zauważyć, że właścicielem pięknego kobiecego ciała jest mężczyzna. 

Phuket Tajlandia
Patong Phuket Tajlandia
Patong Phuket Tajlandia
  Phuket Town Tajlandia
Phuket Town Tajlandia
Rejbany Phuket Tajlandia
Patong Beach Phuket Tajlandia
Patong Beach Phuket Tajlandia
Studio Masażu Phuket Tajlandia
I nadszedł mój ostatni czyli upragniony ostatni dzień na Phuket. Aby się nie nudzić poprosiłam Anię, aby zarezerwowała mi jakąś wycieczkę po wyspach – koszt chyba 2800 Bath. Organizatorem mojej wycieczki byłą firma Sea Angel Speedboat. Na każdym kroku, co parę metrów jest punkt informacji turystycznej gdzie można taką wycieczkę zamówić, ceny bardzo podobne.
Moja przygoda z Sea Angel zaczęła już o 9.00 rano kiedy czekałam w hotelu na busa. Czekałam, czekałam i nic, nikt po mnie nie przyjechał. Zadzwoniłam do Anki, aby skontaktowała się z agencją. No i stało się to, co podejrzewałam - zapomnieli o mnie i są już w drodze do portu, bo o 10.30 wypływa nasza łódź. Nie wiedziałam co robić. Bo dokładnie za tyle za ile byłabym w porcie miała wypłynąć moja łódź. Złapałam taksówkę i pędem do portu z zegarkiem w ręku! Nie pamiętam ile jechaliśmy ale dobre 40 minut. Złamaliśmy chyba wszystkie przepisy ruchu drogowego - a już na pewno przepis o ograniczeniu prędkości! Nie wiem jakim cudem ale udało nam się dojechać na czas! Ale to jeszcze nic. Dalszy ciąg przygody w portowej kasie. Nie było mnie na liście uczestników. Myślałam, że wyjdę z siebie. Kasjerzy wyluzowani, nie mają mojej rezerwacji i tyle. Scena jak z polskiego filmu Miś: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co Pan nam zrobi ?” – ps. to moja ulubiona scena z tego filmu. Byłam wściekła. Padał mi już telefon. Moja grupa już odprawiona, a ja dalej nie wiem co ze mną. Zadzwoniła Anka przekazałam słuchawkę kasjerowi, okazało się, że nie dostali przelewu, więc Anka szybko przesłała im potwierdzenie i dopiero wpisali mnie na listę. Powiem szczerze, że miałam już dość tego rejsu, rajskich plaż i innych dupereli, które miałam podziwiać tego dnia. Na łodzi towarzystwo międzynarodowe, czułam się jak na koloniach – jak nie lubię takich wycieczek zorganizowanych brrr. Przewodniczkami wycieczki były dwie/dwa lady boy’e – Suzy i Spacey – jeszcze bez piersi, bez operacji ale pomalowane paznokcie, torebki damskie etc. Ich sposób mówienia, poruszania się i gestykulowania – bawił każdego, więc było wesoło. A oto co zobaczyliśmy tego pięknego dnia.
Koh Phi Phi Leh - jest małą, niezamieszkałą wysepką z jedną z najpiękniejszych i najbardziej znanych z pocztówek tajskich zatoczek – Maya Bay, której sławę przyniósł również nakręcony tutaj film Niebiańska Plaża z Leonardo Di Caprio. Malownicza plaża między wystającymi z wody wapiennymi klifami, bujna roślinność, turkusowa woda, biały drobny piasek - przyciągają tłumy turystów. Kiedy przypłynęliśmy ledwo wcisnęliśmy się naszą łodzią między inne zacumowane motorówki. Cała plaża od strony morza zasłonięta była łodziami, a na plaży dzikie tłumy turystów, jeden na drugim, każdy spragniony jednego tylko ujęcia – skały wapienne, turkusowa woda i kolorowe drewniane łodzie. Aby zrobić takie zdjęcie bez „Obcych” w kadrze, należało wejść głęboko do wody, pozostawiając cały przemysł turystyczny za sobą - wówczas była szansa na takie pocztówkowe zdjęcie. Dodam, że nie było szans żeby rozłożyć ręcznik, bo ludzie przepychali się między sobą spacerując po bardzo wąskiej plaży, która ledwo nas wszystkich pomieściła. Prawdopodobnie był wtedy przypływ i plaża była węższa niż zwykle. Po około 30 minutach ruszyliśmy dalej w drogę.
Kolejna „super atrakcja” to Viking Cave. Myślałam, że wejdziemy do tej jaskini i będziemy oglądać ją od środka. Niestety nie. Oglądaliśmy ją z odległości parunastu czy parudziesięciu metrów z łodzi. Jaskinia w wapiennej skale wystającej z morza z wejściem znajdującym się na jego poziomie. Podobno w środku są jakieś malowidła Wikingów (napisałam „podobno” - bo niestety ja nic takiego nie widziałam z takiej odległości, nie widziałam nic oprócz wielkiej dziury w skale.
Kolejna wyspa to Koh Phi Pi Don, która jest największą i jedyną zamieszkaną wyspą z wszystkich wysp Phi Phi. Na wyspie zjedliśmy lunch w dużej stołówce, w której dokarmiani są wszyscy „rejsowi” turyści. Po obiedzie mieliśmy około godzinę czasu na plażowanie na ładnej, prawie pustej, dużej plaży. I to chyba był najfajniejszy punkt z całej tej wycieczki - i nie chodzi mi o pyszny lunch, tylko o spokój i ciszę, bo nie było jeszcze za wiele łodzi z głodnym turystami. To była cisza przed burzą. Nam się udało - byliśmy pierwsi. A później dopłynął cały dziki tłum. 
Po drodze zobaczyliśmy jeszcze Monkey Beach, którą trudno nazwać plażą. Był to mały kawałek ziemi gdzie zmieściło się tylko parę osób, było tak ciasno, że ciężko było nawet zrobić ładne zdjęcie małpki. A same małpki bardzo kochane i rozpieszczone. Po 15 minutach próby zrobienia zdjęcia małpce bez „obcego” w kadrze ruszaliśmy dalej w drogę. Po drodze dla chętnych snorkeling lub nurkowanie – cena jednego nurkowania o ile dobrze pamiętam 1800 Bath. Sprzęt bardzo słaby, więc chyba to nurkowanie było tylko jako intro czyli za rączkę z instruktorem na 3m. W trakcie tej wycieczki zwiedziliśmy jeszcze Loh Sama Bay, Pileh Cave i Khai Island, na której godzinnym plażowaniem zakończyliśmy przygodę z Sea Angel. 

Wyspa Koh Phi Phi Phuket Tajlandia
Wyspa Koh Phi Phi Phuket Tajlandia
Wyspa Khai Nok Phuket Tajlandia
Wyspa Khai Nok Phuket Tajlandia
Monkey Beach Phuket Tajlandia
Viking Cave
Loh Sama Bay Phuket Tajlandia
Maya Bay Phuket Tajlandia
Koh Phi Phi Phuket Tajlandia
Koh Phi Phi Phuket Tajlandia
Loh Sama Bay Phuket Tajlandia
Maya Bay Phuket Tajlandia
Koh Pho Phi Phuket Tajlandia
W porcie czekały nas busy, które porozwoziły nas do hoteli. Podczas moich podróży staram się w ogóle nie korzystać z takich zorganizowanych wycieczek. Tutaj ze względu na małą ilość czasu i chęć zobaczenia jak największej ilości pięknych miejsc – zdecydowałam się na takie rozwiązanie. Nie lubię tak zwiedzać. Nie chce już. Nigdy więcej. I tak spędziłam ostatni dzień na Phuket. Wieczorem w samolot, 2 godzinki lotu i w końcu upragniona, północna część Tajlandii. Zaczynam od Chiang Mai.

Relację z pobytu w Chiang Mai - Pai - Mae Hong Son znajdziesze tutaj.

A relacje z pobytu na safari nurkowym na Similanach znajdziesz tutaj 

Jeśli podobała Ci się ta relacja - zostaw komentarz poniżej, poniżej i jeszcze niżej, własnie tam.
A jeśli jeszcze nie polubiłeś mojego profilu na FB kliknij "lubię to" - będzie mi bardzo miło. Dziękuję.

Podobne

2 komentarze

  1. Dziękuję za relację :) nigdy nie fascynowała mnie Azja, ale w trakcie pobytu w Norwegii poznaliśmy dwie przesympatyczne Tajki. Tak nam zaczęły opowiadać o Tajlandii, że zaczęliśmy polować na tanie loty. Lotów na razie jeszcze nie zarezerwowaliśmy, ale cały czas szukam jakichś ciekawych relacji o tym kraju, które pomogą nam zaplanować podróż. Ten wpis jest jednym z nich :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, bardzo dziękuję za ten miły komentarz. Dla początkującej blogerki – takie ciepłe słowa – to wielka radocha :)
    Powiem Ci tak – Tajki miały racje! Nie ma na świecie drugiego tak turystycznego kraju! Można jechać w ciemno i bez planu!Tajlandia jest przepiękna – południe niestety komercyjne i dużo turystów – ale piękne plaże, palmy, raj na ziemni – im dalej na północ, tym Tajlandia bardziej surowa i bardziej „tajska”
    - lasy tropikalne, góry, wioski, plemiona - jazda skuterem po tych okolicach jest jednym z moim najwspanialszych podróżniczych doświadczeń! No i kuchnia tajska – najlepsza na świecie! Średnio raz na tydzień wspominam smaki tajskiej kuchni – obłęd! Polujcie na tanie loty tak za 1300 -1500, takie promocje pojawiają się tak raz na 2 miesiące. W razie jakichkolwiek pytań – służę pomocą! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

NEWSLETTER

Jeśli nie chcesz przeoczyć żadnego nowego wpisu - zostaw swój adres!

polecany post

mapa

mapa